wtorek, 27 grudnia 2016

Nasze Bieszczadowanie (i Tarnica po raz 4-ty) cz. 1

13.08.2016

Bieszczady to miejsce, w które wracam najchętniej. W tym roku udało się pojechać już drugi raz, co mnie ogromnie cieszy. A jeszcze bardziej cieszy to, że tym razem był to wyjazd we dwoje z nastawieniem wielkiej przebieżki po znanych i mniej znanych szlakach. Zaplanowana była KUMULACJA i zdobycie jednego szczytu KGP - tego, na którym już byłam nie raz, ale... przed przystąpieniem do Klubu, więc... zabawa w schody na Tarnicę odbyła się ponownie...

Taka mała zajawka filmowa dzięki Google:


Ale od początku!

Po nocnej obserwacji perseidów, na której odpadłam i ... zasnęłam, skoczyliśmy z Siedlec do Warszawy po nasze rzeczy i czym prędzej do samochodu i w drogę. Trasa dobrze znana, choć długa... nie zmienia to jednak faktu, że ekscytacja tym, co nas czeka - rośnie.

Dotarliśmy do Wetliny (wiadomo, że do Wetliny!) na wieczór. W naszym ulubionym schronisku Cień PRLu dostaliśmy osobny 2 osoby pokój, więc radości nie było końca. 
(miejsce to polecam każdemu, kto nie szuka wyszukanych wygód http://www.cienprlu.infoturystyka.pl/ )

Oczywiście szybki aklimatyzacyjny browarek w Bazie musiał paść, ale zaskoczona byłam bezludnością tego kultowego miejsca u progu wolnego weekendu lekko przedłużonego z okazji sierpniowego święta maryjnego.

14.08.2016

Pobudka! Dziś w góry! I to mamy ambitny plan:
Wetlina - Przełęcz Orłowicza - Smerek - Połonina Wetlińska - do Chatki Puchatka. Ok. 17km :) I zaplanowana noc przy Chatce... ale o tym za chwil parę.

Najpierw kultowe śniadanie - buła, kiełba i pomidor - pod sklepem.



Skubaniec dziki, ale na kiełbę polował jak na żywą :)

Przepakowaliśmy nasze plecaki, zabraliśmy wszystko czego potrzeba by przeżyć noc sierpniową w Bieszczadach i w drogę.






























Przełęcz zdobyta!



Idziemy zatem na Smerek (przyznam, że tam mnie jeszcze nie było!)
Na Smereku do wykonania jest pewna ważna misja.















Chooo! Już niedaleko! :)






I jest pierwszy dziś szczyt :)
Smerek 1222 m.n.p.m. 



A na miejscu ubzduraliśmy sobie, że zrobimy sobie ciepłej kawy, jak jegomoście ;) Że zasiądziemy, wyciągniemy cały osprzęt i przygotujmy ciepłe napoje. Tak też się stało...


















Czas schodzić i w drogę na Połoninę Wetlińską.



Kiedyś szlaki w Bieszczadach tak nie wyglądały...




Ale Połonina Wetlińska jest moją ulubioną i mimo, że to już nie wiem który raz... było uroczo :)




















Znalazłam miejsce mocy :)
















Był czas by przystanąć i sycić oczy :)


















U progu :)






I weszliśmy tam. Tacy zakręceni z radości. Ekscytacja pełną gębą. Mamy plecaki, śpiwory, karimaty i... namiot. Wchodzimy do schroniska, od razu jakoś tak bez sensu do noclegowni. Z okienka dobywa się krzyk:
- "Gdzie tam włażą!!"
- "Przepraszam chciałam spytać o nocowanie"
- "Tu się czeka i pyta!"
Po czym szanowna Pani schowała się na zaplecze, a rozbawione oczy innych turystów patrzyły tylko na mnie. No więc czekam. Na swoją kolej. Nadeszła...
- "Czy możemy się rozbić z namiotem na terenie schroniska?"
- "Przecież to jest Park Narodowy!"
Odbiła się na mnie jakaś moja ignorancja, zalała mnie wstydem i pożałowałam chwili, w której zapytałam tę kobietę...
- "Se wymyśliła, namiot w parku narodowym rozbijać będzie. Nie wolno przecież!"
Ja zaburaczona na twarzy i wkurzona niemiłosiernie, a ta schowała się na zaplecze uprzednio podając mi 2 puszki Leżajska. Po 10 zł każda!!!! Ale jakież ono było pyszne w oparach wstydu i umęczenia.
Tylko co teraz?

Dopijamy piwo i zastanawiamy się nad możliwymi scenariuszami. Żadne z nas nie chce schodzić na dół do Wetliny, ale też obawiamy się, że jedyna opcja to nocleg w schronisku. Tyle, że... zostawiłam dokumenty w Wetlinie, a do zakwaterowania potrzebny jest dowód. Mając doświadczenie w komunikacji z królową schroniska, raczej mizerne szanse na porozumienie.
Grobowa cisza. 
M nagle wstaje i idzie do okienka. Uprzednio opróżnił puszkę Leżajska i zebrał się chyba na jakąś odwagę ;) Czeka przy okienku. Kobieta wychodzi.
- "Słucham"
- "Poproszę 2 noclegi"
- "Poproszę dokumenty"
- "A może być tylko jeden?"
- "Skoro musi..."
I z uśmiechem na twarzy skubana spisała dane M, po czym wpuściła nas na noclegownię. Ot - cuda!

Zrzuciliśmy toboły, po czym poszliśmy polować na zachód słońca.













Wiecie, że Mirinda musi być na szczycie? :)








A skoro udało się polowanie na zachód, to może uda się też uchwycić wschód?

15.08.2016































To był najpiękniejszy poranek mojego życia i zastanawiam się czy jest coś w stanie go przebić :)

A teraz w drogę! Czas zejść do Berehów, dostać się do Wetliny, zostawić graty w schronisku, wsiąść w samochód i ruszyć na Wołosate. Czasu niewiele, bo trasa długa, ponad 20 km, które wolelibyśmy przejść za dnia.

Kompilacja Google była taka:



Koniec cz. 1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz