wtorek, 27 grudnia 2016

Klub Zdobywców Korony Gór Polski - Lubomir i Turbacz

23.07.2016

Góry uczą pokory. To takie oklepane zdanie, ale tak to jest skonstruowane. Wchodząc musisz nie tylko siebie przekonać, że dasz radę, ale też i górę. Inaczej odpłaci Ci się brzydką pogodą, trudnymi warunkami, albo potwornie Cię umęczy.

Bycie w drodze to dla mnie najważniejsza aktywność, którą uprawiam odkąd pamiętam. Jedną z tych dróg, na którą ciągle wracam jest górski szlak. W tym roku coraz częściej i coraz intensywniej.

W ramach zdobywania Korony Gór Polski, tym razem maleńki wypad w Gorce oraz Beskid Wyspowy. Było nas troje: M, M i M :)

Wyjazd z raniusieńka pod Lubomir. To niezbyt wymagający szczyt, więc zdobycie go zajęło nam naprawdę chwilę. Pogoda dopisuje. Natomiast prawdziwa góra dopiero przed nami. 



Na szczycie obserwatorium astronomiczne. Szkoda, że nie udało się wejść, zabrakło odwagi... a może czeka nas coś wspanialszego później? :)


Siła!







Po tej krótkiej rozgrzewce, wsiedliśmy do samochodu. Przejechaliśmy jeszcze trochę kilometrów i dojechaliśmy do naszej noclegowni. W Koninkach można wybierać i przebierać jeśli chodzi o możliwości noclegu, ale to, co znalazła M. w ramach wsparcia organizacyjnego to majstersztyk. Czysto, cicho i nawet trafił się kot, ale o tym później :)

Wejście na Turbacz przysporzyło nam ... zgrzytów. Jakoś nerwowo nam było i każde miało swoje tempo. M chciał iść poza szlakiem, M bardzo wolno, a ja nabuzowana bardzo szybko po szlaku. Chyba każde z nas chciało tę drogę przejść samemu - przynajmniej na szczyt. Dużo rozmyślań miałam po drodze. Chciałam się sprawdzić i ... się sprawdziłam. Jest siła!
























Wleźliśmy. Tak czy siak w tym samym tempie. Niby każdy sobie, ale jednak we wspólnocie. Dobrze, że wszyscy razem. Jakoś ten szczyt mnie uspokoił. Ale przed nami... długa droga w dół...


BAJECZNA!






























Na koniec dotarliśmy do obserwatorium astronomicznego - Suhora. To miejsce,w  którym M spędził wiele dni podczas swoich astro studiów. Chcieliśmy zrobić timelapsa z kopułką w tle (już chłodziły się teleskopy, a niebo się różowiło), kiedy z obserwatorium wyszedł ważny Ktoś i zaprosił nas na ciepłą herbatę i pokaz aparatury obserwacyjnej. Dla mnie był to magiczny moment, dla M powrót do przeszłości i sentymentalny spacer w tych samych progach.

Szkoda, że nie udało się tego timelapsa sklecić...
Za to google skleciło filmik:


Powrotna droga po wizycie w obserwatorium była zdecydowanie najbardziej męcząca i już po ciemku. Na szczęście mieliśmy latarki, kijki oraz prowiant. Wypicie ciepłej herbaty w obserwatorium też świetnie nas wsparło. 

Na miejscu czekały na nas łakocie - piwo i jedzonko. Sił jednak było mało, więc i sen nas szybko zmorzył. A po pokoju kręcił nam się kot. Dla takich 3 kotolubów - w sam raz :)

Góry to jest to, co kocham! :)

I dla śmiechu trochę :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz