sobota, 31 grudnia 2016

Dla odmiany na Południe - Słowacja - Modra

Oj jak ja nie chciałam tam jechać! Zmęczenie, cały tydzień w pełnej intensywności, długa droga za kierownicą w korkach, potworna pogoda. Czy nie lepiej siedzieć na miejscu?
M. jednak się uparł i przyznam, że jestem mu za to bardzo wdzięczna.

22.10.2016

Na zaproszenie słowackiej sieci bolidowej dojechaliśmy po 3:00 nad ranem do centrum astronomicznego w miejscowości Modra. Było ciemno, zimno i... nikt nam nie otwierał, choć mocno waliliśmy do drzwi. Starymi sposobami sforsowaliśmy uchylone okienko do toalety i... dzięki temu udało nam się spędzić noc w cieple i na łóżkach.

M. z rana poszedł obradować, a ja... odpoczywałam :)




Po obiedzie, którym był tradycyjny słowacki (czeski?) gulasz a do niego rohliki (rogaliki), postanowiliśmy się przespacerować. Przepiękna pogoda pozwoliła nam wejść na górski szlak nieopodal obserwatorium.



Pobiegłam na spotkanie NOWEGO :)












Poniżej na zdjęciu widać cień - wysokiej i drewnianej wieży widokowej, która dodatkowo była zamknięta dla turystów z powodu złego stanu technicznego. 
Mam potworny lęk wysokości. Panikuję i mnie aż dusi jak jestem w takim miejscu jak takie wieże, ale jednak obecność M. sprawiła, że podjęłam wyzwanie. Wlazłam tam, choć po drodze miałam dokładnie 3 zwątpienia i 3 razy M. powiedział, że dam radę! I dałam!




I na górze :)









Jak zwykle - SIŁA!



 Przerażające, ale potem jakże byłam z siebie dumna!



 Juhu!

































Cudna sielskość tego dnia. Pojechaliśmy też na drobne zakupy. Kilka butelek wina i zgrzewka Kofoli :) A kiedy wracaliśmy znów do obserwatorium, zastaliśmy bajkowy zachód słońca :)








Level rozumienia słowackiego - najwyższy. Wysłuchałam kilku wystąpień na temat meteorów po słowacku i .... coś nawet zrozumiałam!


A my... sączymy słowackie winko, domowej produkcji z czarnej porzeczki. O boziu, jakież ono było pyszne!


23.10.2016

Czas wracać.


Tyle kilometrów przed nami, ale też i zamków po drodze! Zatrzymaliśmy się w jednym - w Trenczynie :)



















Norweski akcent wikingowski w Trenczynie na Słowacji :)




I kilka kadrów Mariusza:
















































I pora była wracać... choć bardzo się nie chciało.
Kolejny udany wypad - choć na chwilkę, choćby na dzień :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz