niedziela, 9 października 2016

Klub Zdobywców Korony Gór Polski - inauguracja :)

21-22.05.2016

W tym roku zapadło kilka ważnych decyzji. Za sprawą zmiany pracy - trafiłam na treningi smoczych łodzi, a tam uświadomiłam sobie, że mogę a nawet lubię trochę się spocić. Góry kocham od zawsze, ale trudno było mówić o jakimkolwiek wyczynowym chodzeniu szlakami, skoro jeździłam tylko w Bieszczady i chadzałam tymi samymi ścieżkami?

Do klubu KGP przystąpiłam w kwietniu tego toku i rozpoczęłam swoją przygodę. Do dobycia jest 28 szczytów. Każdy jest najwyższym szczytem w danym paśmie. Na pierwszy ogień - MOGIELICA.

(wszystkie wędrówki szczytami KGP znajdziesz TU --> http://www.coachingwdrodze.pl/p/korona-gor-polski.html )

PIERWSZE PODEJŚCIE - Mogielica

Okazuje się, że najłatwiej wychodzą te rzeczy, które mamy zrobić. Nie te wymuszone na siłę na Wszechświecie. A tym razem właśnie tak było, że spontaniczna propozycja, przerodziła się w dosłownie 30 minutową organizację wszystkiego. Zadzwoniłam do 2 miejsc i miałam transport oraz nocleg dla naszej trójki.

Namówiłam dziewczyny na przystąpienie do klubu. Więc stałyśmy się KGP-teamem. I jak team podeszłyśmy do sprawy.

Z Gosią dojechałyśmy do Kielc, a tam czekała na nas Karolina. Zasiadłam jako kierowca do jej "fasoli" i powędrowałyśmy gładko w kierunku Dobrej. Auto sunęło po zakrętach, a my miałyśmy szansę rozmawiać, chłonąć ciszę i widoki, zachwycać się drogą.

W Dobrej trudno było trafić do Dobrej Chaty, ale na szczęście są telefony i dostałam instrukcję jak dotrzeć na miejsce. Rzuciłyśmy tylko swoje rzeczy na łóżka, zapakowałyśmy nasze plecaki i w drogę!

Wybrałyśmy trasę bezpośrednio spod miejsca noclegowego. Miałyśmy też w planach powrót tą samą drogą, ale jak to życie pokazuje - wszystko nam się pozmieniało. Ale od początku: trasa przebiegała przez szczyt Łopień, później przez Przełęcz Rydza-Śmigłego aż do Mogielicy. W sumie miałyśmy tylko jedną mapkę wydrukowaną ze sobą, ale i tak ją zgubiłyśmy, więc jedyne na co mogłyśmy liczyć, to nasza intuicja i zmysł nawigacji. Na szczęście nic nas nie zawiodło :)

Na początek klęłam na czym świat stoi, że zachciało mi się znów wysiłku, zamiast odpoczywać. Niestety na takim deficycie kalorycznym, nawet w miarę dobra kondycja pada. Więc przez pierwsze 45 minut walczyłam z potężną falą wysokiego ciśnienia i czerwienią buraczaną twarzy. Sił nie było, zadyszka spowalniała... Jednak tuż przed dojściem na Łopień jakoś to wszystko odeszło. Być może dlatego, że i droga się wyrównała i była łagodniejsza. Tak jak w życiu :)

Dalsza trasa to zejście (cóż za marnotrawstwo naszej wspinaczki) do Przełęczy, a później wspinaczka na Mogielicę. Przyznam szczerze, że nauczyłam się pokory tym podejściem. Nie zawsze wszak jest tak, że wysokość góry określa jej stopień trudności!

Dotarłyśmy na Mogielicę tuż przed zachodem słońca. Wieża widokowa pokonała nas wraz z naszymi lękami wysokości. Ale to nic. Posiłek na szczycie i rozmowa z kimś, kto na ten szczyt wjechał rowerem była również ciekawą perspektywą.

Zejście szybkim (jak na nas) tempem było wyzwaniem. Nogi nas już niosły, tak jakby nie było nad nimi kontroli. Widoki były coraz mniej intensywne, choć gdzieniegdzie dopadało nas intensywnie pokolorowane od zachodu niebo. Miałyśmy też okazję obserwować wschód księżyca w pełni, który chyba przyniósł nam szczęście. Bo gdy dotarłyśmy znów do Przełęczy, na drodze nie było żywego ducha a na przystanku żadnej informacji, czy czymkolwiek dojedziemy do naszego pensjonatu. Zdecydowałyśmy się ruszyć w kierunku Jurkowa. I nagle usłyszałam dźwięk silnika. Wystawiłyśmy dłonie. Zamachałyśmy. Zatrzymał się młody człowiek i zabrał nas do samej Dobrej nadrabiając drogi.

Ta wyprawa była zdecydowanie z tych "dobrze ułożonych przez los". Wszechświat sprzyja.

A takie towarzyszyły nam obrazki:




w drodze na Łopień




Relaks na Łopieniu






Czas w drogę dalej. Mogielica czeka!








Po dłuuuuugiej drodze - udało się! Karolina :)


Gosia


i ja :)





Wracając trafiłyśmy na piękny zachód słońca.










W pensjonacie - towarzyska Kicia :)


A wschód słońca jak zwykle złapany :)



Mam już głód na kolejne szczyty!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz