czwartek, 4 sierpnia 2016

Wyprawa życia - Islandia - Dzień 2

06.04.2016

Pierwszy poranek w Islandii. Jesteśmy pośrodku niczego a pustka ta wydaje się być najpiękniejszą. Nie mogę nadziwić oczu. Wschód słońca, przejrzystość powietrza i ta kompletna odmienność otoczenia. Sama nie wiem czy śnię :)

Miejsce w którym śpi cała nasza 8-osobowa ekipa wygląda malowniczo. Dwa domki, w których można spędzać miesiące i wyciszać się gapiąc się w tę bezkresną pustkę.














Nie ma co zalegać w domu i leniuchować. Wyjątkowo jest piękna pogoda, więc wyruszamy!




I znów inne niż te dobrze mi znane z Europy krajobrazy....








Pierwszy punkt - Hrunamannahrepp 




















































I dalej w drogę! Tym razem w kierunku najsłynniejszego miejsca na Islandii :)



I jest - Wodospad Gulfoss.
Zapiera dech.














































































No dobra - może ruszmy dalej? :)









Czas na kolejną odsłonę popularnych widoków Islandii - Geysir - czyli najsławniejszy gejzer islandzki 






Dzień pod hasłem "klucz". A ja dzierżę znaleziony poprzedniego dnia klucz i myślę co to wszystko oznacza :)



















































































I dalej w drogę :)













































A;e przecież do tego wszystkiego jest jakiś klucz.......




Pierwszy dzień zwiedzania. Dość leniwie i bez napiętego planu. Mamy przed sobą kilka miejsc do zobaczenia i wszyscy są gotowi przed czasem. To chyba głód widoków :)

Na początek coś spoza obowiązkowej dla wszystkich uczestników wyprawy listy. I tu pojawia się pierwsza mądrość dzisiejszego klucza - warto zboczyć ze szklaku, by dostrzec coś, czego nie zdołają doświadczyć wszyscy.

Trafiliśmy do pięknego kanionu Hrunamannahrepp. Pomiędzy skałami niesłychanie błękitna woda i tyle kadrów, że aż trudno uwierzyć. Dopadła mnie też jakaś niespodziewana fala energii i jak ta kozica zaczęłam skakać po skałkach by uchwycić co piękniejsze widoki.

Po kanionie czas na pierwszy obowiązkowy punkt programu czyli wodospad Gulfoss. Pierwsze wrażenie było dość mocne, ale pomimo tego, że to największy wodospad w Europie, długo musiałam czekać, aby mi zaparł dech w piersiach. 
Kolejny klucz: warto czasem zrobić coś łamiąc przepisy. Dość przepisowo chodziliśmy od miejsca do miejsca i o mały włos nie doszlibyśmy do tarasu widokowego. Na szczęście się udało. Wycieczka po tym miejscu była dość intensywna, ale nawet dobrze doświeciło nam widoki słońce.

Kolejny punkt to coś, na co czekałam i było to dla mnie kluczowe przeżycie. Geysir czyli gejzery, które są czymś absolutnie oderwanym od naszej rzeczywistości. Krajobraz marsjański, zapach siarki.... 

Klucz: ufać sobie, bo wewnątrz mnie jest odpowiedź. Doskonale wiedziałam, że trzeba poczekać na wybuch gejzeru, aby go nakręcić. To nie jest może nic nadzwyczajnego. Dzieci tez to wiedzą. Ale mnie się udało wyczuć pierona niesamowicie :) Najbardziej zaskoczyło mnie to, że udało mi się złapać potrójny wystrzał gejzeru (co możesz obejrzeć na poniższym filmiku).

W tym cudownym miejscu było też tak, że były góry. Przypomniałam sobie, że jestem kozicą i że mam w sobie moc. Wdrapałam się na szczyt jako pierwsza nie czując zbyt dużego zmęczenia. Widok zaparł dech w piersiach. Z jednej strony panorama gór, a po przeciwnej stronie cały marsjański krajobraz "gejzerowiska". 

Ostatni punkt to dość duży kościół (a podobno nawet katedra) Skalholt Cathedral. Ciekawe miejsce z akcentem wikingowskim.

Dzień szybko dobiegł końca. W domu zasiedliśmy nad planami na kolejne dni. Ciekawy jest kolejny i ostatni na dzisiaj klucz: cierpliwość do ludzi. Dając im przestrzeń i tak dojdą do tego samego wniosku :)

Dla tych, którzy mają chęć na filmik:


i drugi:  https://vimeo.com/169579721

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz