czwartek, 10 grudnia 2015

08-12.10.2015 - Bieszczadzka wyprawa po ODWAGĘ

08.12.2015

W październiku przyszedł moment na niecierpliwie i długo wyczekiwany przeze mnie wyjazd. Dobrze wiecie, że jestem zbieszczadowana i upatruję każdej okazji, by móc pojechać ponownie do swojej ukochanej Wetliny.

Tym razem zebrałyśmy wraz z Karoliną Prusińską grupkę osób, które zechciały z nami wyjechać w podróż PO ODWAGĘ :)

Był to wyjazd wyjątkowy, ponieważ zasadzał się na przełamywaniu strachu, swoich wewnętrznych oporów i przede wszystkim,  miał swój finał w nocnej wspinaczce na szczyt. Ale o wszystkim po kolei.

Jeszcze w Warszawie pojawiały się ciekawe znaki od Wszechświata:


Start wieczorową porą, tuż po pracy 8.10.2015 i w drogę. Przed nami 500 km. 

Dotarliśmy grubo po północy. Kilka godzin snu i zaczynamy pierwszy dzień Wyprawy PO ODWAGĘ warsztatem zen coachingowym w wykonaniu Karoliny. 

09.12.2015



Ja tego dnia podobnie jak uczestnicy dużo doświadczam tego, co przygotowała dla nas Karolina :)


Karolina w swoim żywiole. Tak właśnie wygląda człowiek, który robi to co kocha :)



Był to czas wglądów, czas na refleksję na temat "czym jest dla mnie odwaga?", "czego tak na prawdę się boję?", "Jak czuję w ciele strach a jak odwagę?" Dużo praktyki uważności, dużo zen coachingu - ćwiczenia w grupie, w dwójkach i indywidualne. 
Mimo, że pracowaliśmy cały czas w schronisku, dało się czuć zmęczenie. Najwyraźniej uczestnicy dotknęli dziś kilku ważnych dla siebie obszarów. O to nam właśnie chodziło.

Tuż pod Schroniskiem Cień PRLu

Tuż pod Schroniskiem Cień PRLu

Wieczór zakończyliśmy krótkim pobytem w kultowej Bazie Ludzi z Mgły. Jednak kolejny dzień, a raczej noc, nie pozwoliły nam tam długo zabawić.



10.10.2015

"Imieniny" miesiąca. Czasem zaskakuje mnie jak przypadkowo wybieram "dziwne" daty na swoje przedsięwzięcia ;)
Jest 3:30 rano. Robię pobudkę całej ekipie. Nie wyglądają na zadowolonych, ale posłusznie kierują kroki w kierunku samochodów. Musimy ruszyć z Wetliny do Ustrzyk.




Niebo gwieździste nad nami. Jest chłodno, ale pogodnie. 


Ostatnie ustalenia. Zerknięcie na mapy i w drogę, na szlak. Jest 4:00 rano.




Rozświetlamy szlak czołówkami. Bez nich chyba żadne z nas nie zdecydowałoby się gdziekolwiek iść.



Czas wspinaczki to czas refleksji nad tym, co dotykaliśmy poprzedniego dnia podczas warsztatu z Karoliną. Da się wyczuć, że grupa "pracuje". Milcząco wspinamy się na Połoninę Caryńską. 
Mam jeden moment niemalże paraliżującego strachu. Okazuje się, że naszymi śladami podąża lis. Na szczęście na tyle dziki, by nie zbliżać się do nas zbyt blisko. 

Kiedy wyszliśmy ze strefy zalesionej, okazało się, że niebo powoli zaczyna się rozjaśniać. Pierwsze przebłyski zaczynają nam cieszyć oczy.











 Robiłam zdjęcia, ale komórką, więc sami rozumiecie... :)


To jeszcze nie szczyt, ale na chwilę się zatrzymaliśmy :) 























 Zdumiona reszta uczestników wyprawy :)


Piotr śpieszy by przygotować dla nas na szczycie coś ciepłego :)


A na szczycie spektakl światła:












I mnóstwo radości!






Trochę refleksji. 






I czas na pamiątkowe zdjęcia grupowe :) Brawa były wcześniej :)










Zbieramy się w drogę powrotną :)




Jeszcze chwila z mapą :)


I w dół! Czyli w przeciwnym kierunku niż cała reszta świata o tej porze :)
























Był też czas na to, by poprzytulać się do drzew :)



















Tuż obok schroniska Koliba zrobiliśmy sobie "popas", a podczas niego kolejna sesja coachingu grupowego. Tym razem wykorzystywaliśmy karty i dzieliliśmy się przemyśleniami z wylosowanych sentencji. 





























Właśnie tam byliśmy o świcie! Piękna "caryca" z innej perspektywy.




A na koniec... uczta. Na koniec celebracja. A nawet urodzinowy "tort".




Kolejne wyprawy przed nami. Na pewno w Bieszczady, ale gdzie jeszcze? Niebawem o tym powiemy! :)

Jedno jest pewne - zen coaching i coaching w drodze mają moc... również ODWAGI :)

Foto autorstwa Mariusza 'Maranda" Wiśniewskiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz