środa, 30 września 2015

Paryski coaching w drodze - 15-17.06.2015

Odwaga zabierania innych ze sobą w podróż była mi bardzo potrzebna. Ta odpowiedzialność za drugiego człowieka, jaka spoczywa na barkach organizatora była dla mnie bardzo duża i upłynęło masę wieczorów na układaniu tego sobie w głowie.
Dziś mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że mogę, chcę i ... potrafię zorganizować wyjazd rozwojowy dla każdego, kto tego chce i potrzebuje.

A zapotrzebowała Karolina i to ją zabrałam na czerwcową wyprawę do Paryża.

(ze względu na poufność procesu pokażę tylko zdjęcia ze zwiedzania, ponieważ nie skorzystać z okazji i nie zobaczyć atrakcji stolicy Francji, byłoby grzechem!)

Dzień 1 - 15.06.2015

Pobudka o 4:00 i w te pędy na lotnisko. Wylot jest tak wcześnie, że zastanawiałam się czy był sens w ogóle się kłaść spać. Zalety lotów Wizzair do Beauvais. Start o 6:05. Zamknięcie bramek o 5:35. Nie jest to łatwy początek nawet dla takiego skowronka jak ja :)

Zadbałam o bilety na autobus z Beauvais do Paryża już kilka dni wcześniej. Dzięki temu wszystko przebiegło bardzo sprawnie i szybko. Już przed 10:00 siedziałyśmy na ławce zajadając bagietkę mając widok na Łuk Triumfalny.
Przygodę zacząć czas!


Po zostawieniu bagaży w hostelu ruszyłyśmy w miejsce, które było bardzo ważne dla nas obu. Historyczny, przepiękny i przesiąknięty zadumą Cmentarz Père-Lachaise. 

Wikipedia: Cmentarz Père-Lachaise (fr. Cimetière du Père-Lachaise) – największy i najsławniejszy cmentarz paryski, założony w 1804 roku w ogrodach przylegających do willi Mont-Louis, podarowanej przez Ludwika XIV swojemu spowiednikowi, Père Lachaise (ojcu Lachaise), francuskiemu jezuicie, François de Lachaise.












Przystanek przy grobie Jima Morrisona. Osobiście chciałam mu podziękować za wszystko, co stworzył. Ważny dla mnie moment.



People are strange...











Z zadumy wyrwałyśmy się po godzinie spaceru. Godzina to stanowczo za mało, ale kiedy ma się tylko 2 dni na zwiedzenie Paryża trzeba dokonywać wyborów racjonalnych i właściwych. 

Dlatego ruszyłyśmy dalej. W kierunku Katedry Notre Dame. Po drodze Karolina poczuła się trochę jak M.M. :)




Miałyśmy też przez chwilę własnego prywatnego przewodnika. Człowieka, który absolutnie zachwycony jest Francją, Paryżem i językiem francuskim. Historie, które opowiedział do dziś dźwięczą mi w głowie. Bardzo doceniam takie chwile obcowania z naszymi na obczyźnie.



Spacer wzdłuż Sekwany czas zacząć. 



I w końcu u celu! Moja miłość do gotyku nie maleje. Tym bardziej, że jako pierwsze widziałam Notre Dame w Amiens, a nie to tu, paryskie (można o tym przeczytać tu)

Wikipedia: Notre-Dame de Paris  gotycka katedra w Paryżu. Jedna z najbardziej znanych katedr na świecie, między innymi dzięki powieści Dzwonnik z Notre Dame francuskiego pisarza Victora Hugo.
Jej nazwa tłumaczy się jako Nasza Pani i odnosi się do Matki Boskiej. Wzniesiono ją na wyspie na Sekwanie, zwanej Île de la Cité w 4. okręgu Paryża, na śladach po dwóch kościołach powstałych jeszcze w IX wieku. Jej budowa trwała ponad 180 lat (1163-1345).















Chwila zadumy. Zapatrzone obie na tę piękną gotycką budowlę...




Paryż to również miasto kontrastów. Przyciągnął moją uwagę ten Pan trzymający psy jak własne dzieci...


I znów spacer wzdłuż Sekwany...










Aż w końcu dotarłyśmy do miejsca, gdzie proponowano 1,5h rejsy statkiem po Sekwanie w bardzo przystępnej cenie. Skusiło nas to, bo wiedząc, że mamy mało czasu - warto chociaż zobaczyć Paryż z tej perspektywy i w pigułce.









Głodomory postanowiły w końcu dodać sobie energii ;)



A dzień chylił się ku końcowi. Zachód słońca rozpieszczał ciepłem światła na zabytkach. Dech zapierało. Nie chciało się kończyć wędrówki mimo dających o sobie znać zmęczonych stopach.





Dzień 2 - 16.06.2015

Po wieczornych pogaduchach i sesji podsumowującej pierwszy dzień, poranek nas zaskoczył ;) Ale postanowiłyśmy to naprawić przepysznym śniadaniem na słodko. W akompaniamencie kawy brioche smakują cudnie!



Po takiej dawce energii wyruszyłyśmy ku kulminacyjnemu punktowi tej wyprawy - Wieży Eiffla. Po drodze znów mijałyśmy Łuk Triumfalny.



Pogoda dopisała. Widok już z oddali był piękny. Lubię te chwile, kiedy coś okazuje się być piękniejsze niż na zdjęciach czy w telewizji. Wieża Eiffla mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła. Nie sądziłam, że jest aż tak wysoka i aż tak majestatyczna.

Wikipedia: Wieża Eiffla (fr. Tour Eiffel, wym. tuʀ ɛˈfɛl) – najbardziej znany obiekt architektoniczny Paryża, uznawany za symbol tego miasta i niekiedy całej Francji. Jest najwyższą budowlą w Paryżu i piątą co do wysokości we Francji. W momencie powstania była najwyższą wieżą na świecie.
„Żelazna dama” stoi w zachodniej części miasta, nad Sekwaną, na północno-zachodnim krańcu Pola Marsowego.
Wieżę zbudowano specjalnie na paryską wystawę światową w 1889 roku. Miała upamiętnić setną rocznicę rewolucji francuskiej[1] oraz zademonstrować poziom wiedzy inżynierskiej i możliwości techniczne epoki, być symbolem ówczesnej potęgi gospodarczej i naukowo-technicznej Francji. Projekt podkreślał architektoniczne walory żelaza, wbrew dominującemu w XIX wieku akademizmowi, który uważał żelazo za prosty materiał budowlany. Projekt wykorzystywał doświadczenia epoki i jej konstruktora, Gustave'a Eiffela, w budowie kolejowych mostów żelaznych. Po 20 latach budowla miała być rozebrana, lecz Eiffel nie chciał do tego dopuścić i założył na wieży laboratorium aerodynamiczne i meteorologiczne. Jednak dopiero udane eksperymenty (z udziałem Juliana Ochorowicza, wynalazcy i konstruktora) z umieszczonym na szczycie telegrafem „bez drutu” ocaliły wieżę i odstąpiono od jej demontażu. W przededniu I wojny światowej stała się obiektem militarnym: zapewniała Paryżowi łączność z posterunkami wojskowymi na granicy z Niemcami (do tej pory do komunikacji używanogołębi pocztowych). Zachowana budowla z czasem stała się największą atrakcją turystyczną Paryża, którą zwiedziło już ponad 200 milionów ludzi[2].





Zdecydowałyśmy, że wejdziemy na Wieżę, a nie wjedziemy windą. Dla kogoś z tak ogromnym lękiem wysokości było to nie lada wyzwanie. Pokazuje to również czym jest coaching w drodze dla coacha. Podążanie za klientem i wyjście poza strefę komfortu obecne jest też i u mnie. Tym razem mocniejsze było u mnie. Ale też odpowiedzialność za proces dawała mi siłę i odwagę.





Odwaga Karoliny powalała mnie nieustannie. Stanęła w miejscu, gdzie pod stopami widać dokładnie wszystko. Stanąć na szkle na takiej wysokości było dla mnie zbyt dużym wyzwaniem. Gratuluję tym, którzy zdołali się przełamać. Zrobię to następnym razem!







"Place to kiss" - więc cmoknąć trzeba było! ;)






Pokazuję język części swojego lęku wysokości ;)


Po takiej przygodzie - konkretny obiad sobie zażyczyłyśmy!



I w drogę dalej. By zobaczyć jak najwięcej. Znów z naszym przewodnikiem, który przeprowadził nas przez 4 dzielnice pieszo w kierunku Moulin Rouge.


Po drodze spotkałam kota. Nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła ;)


I zawitaliśmy po drodze do jednej z najstarszych cukierni paryskich. Klimat niesamowity. A ten zapach słodyczy wewnątrz! Trzeba było coś kupić! :)








No i na przedostatni kąsek - Moulin Rouge.




Jakoś tak się samo nuciło :)


Obok miejsca rozpusty czai się też ciekawa Bazylika, pod którą można spocząć na zielonej trawce.
Wikipedia: Bazylika Sacré-Cœur (Bazylika Najświętszego Serca) – kościół na szczycie wzgórza Montmartre w Paryżu.





I umknął niepostrzeżenie drugi dzień zwiedzania francuskiej stolicy. Niedosyt jest ogromny - chociażby muzeów. Nie wspominając o tym, że wszystko jakieś takie "liźnięte".

Los jednak wynagrodził nam niedosyt ciekawym zbiegiem okoliczności. Kolejnego dnia, bladym świtem, po 5:00 rano wyruszyłyśmy na autobus, który zawoził nas na lotnisko w Beauvais. Okazało się, że o takiej porze metro nie kursuje, a my jesteśmy stanowczo za daleko by przejść pieszo do miejsca, skąd odjeżdżają shuttle-busy.
Kiedy tak w panice zastanawiałyśmy się co począć, zobaczyłam 2 dziewczyny, które miały na sobie plecaki. Uznałam, że mogą mieć podobny problem, więc podeszłam do nich. W tym samym czasie Karolina zatrzymała nadjeżdżającą cudem taksówkę i bez żadnego porozumienia wsiadłyśmy wszystkie 4 do środka. Okazało się, że dziewczyny jadą w to samo miejsce. Przejazd kosztował nas dzięki temu grosze, a my bezpiecznie i bez zbędnych przygód wróciłyśmy do domu.

Wszechświat sprzyja!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz