niedziela, 27 września 2015

Bieszczadzkie wielkie trzydzieste trzecie - czyli coaching w drodze i nie tylko

04.06.2015

Dane mi było znów wyruszyć na mój ulubiony kraniec Polski. Tym razem oprawa wyjazdu była wyjątkowa, ponieważ nie dość, że pierwszy raz zabrałam ludzi w Bieszczady na coaching w drodze, to dosłownie byłam tam w okresie swoich urodzin. Lepszych okoliczności nie mogłam sobie wymarzyć.

To już nie wiem który mój pobyt w ukochanej Wetlinie i okolicach. W planach było, aby było aktywnie, rozwojowo i... też rozrywkowo. Czy się udało?

Zaraz po przyjeździe wybraliśmy się w pierwsze kluczowe miejsce, którym jest już nieistniejący wyciąg narciarski. Dla mnie to miejsce szczególne, czuję się wtedy jakbym obeszła swoje kąty i sprawdziła czy wszystko "stoi na swoim miejscu". Tym razem obchód się jeszcze udał. Ktoś ten teren jednak kupił i ogrodził. Być może są to ostatnie zdjęcia z tej perspektywy. 

Coachingowo pokazuje mi to, że nie wszystko może być stałe i niezmienne i mam w sobie pokusę by znaleźć kolejną rutynową miejscówkę w Wetlinie :)

No i mądre zdanie znów się przypomniało: Niczego nie oczekuj - wszystkiego się spodziewaj.





Powiało wieczornym chłodem oraz podróżniczym zmęczeniem, dlatego czym prędzej wybraliśmy się do Bazy Ludzi z Mgły na drobną rozgrzewkę. Trzeba się w końcu zintegrować, porozmawiać i przygotować do jutrzejszej wyprawy.




05.06.2015

Trochę bezlitośnie, ale zwlekłam współtowarzyszy o 6:00 rano z łóżek, abyśmy jak najszybciej wyruszyli na podbój Tarnicy. Dzisiaj w drodze czas na refleksję, czas na pokonywanie własnych słabości i czas na poszukiwanie znaków, metafor, które się pojawią w trakcie wędrówki.

Nasza baza od podwórka - Cień PRLu


Cień PRLu od ulicy :)



Klasyka śniadań w Wetlinie - bułka, topiony i pomidor, a w rękę kabanos. Pod sklepem :) Zawsze w doborowym towarzystwie miejscowych :)


Pierwsze widoki po wejściu na teren Parku Narodowego w Ustrzykach. Zmierzamy na Szeroki Wierch.





Coraz piękniej, coraz cudniej :)

















I tam właśnie na szczycie wypiliśmy urodzinowo po łyczku wina, które przywiozłam w zeszłym roku z Wiednia.Odpowiednia sceneria, odpowiedni ludzie, odpowiedni czas i miejsce. Cudowne urodziny!



Nie lubimy schodów na Tarnicę! Dezaprobata! Unlike. Zuo!











Ze szlaku zeszliśmy w Wołosatem. Tam wsiedliśmy do busika i dojechaliśmy do Ustrzyk. Na miejscu czekało na nas nasze auto i wróciliśmy najpierw na obiad, a potem na refleksje nad rzeką Wetlinką w sercu Wetliny.

Muszę przyznać, że to miejsce ma w sobie jakąś szczególną magię. Skłania ku refleksji, zbliża ludzi, ładuje dobrą energią. Uporządkowaliśmy sobie wszystkie nasze odkrycia po dzisiejszej wyprawie w góry. 

To podobno jest gniazdo jakiegoś malutkiego robaczka :)



Takie rodzime, swojskie, bieszczadzkie zen :)


Wieczór był równie magiczny jak dzień. W Bazie Ludzi z Mgły odbywał się koncert zespołu, który rok temu widziałam w tym samym miejscu będąc na babskiej wyprawie, również rozwojowej.

Wystąpił zespół 4 kilo obywatela i dodatkowo otrzymałam gromkie sto lat ze sceny i od zebranych gości. Łzy wzruszenia napłynęły mi do oczu.

Coachingowo ten dzień pokazał mi jak piękne mam życie i jak dużo szczęścia, że mogę tak cudnie żyć. Bardzo dużo dzisiaj płynęło do mnie wsparcia od Wszechświata :)

06.06.2015

Kolejny cudny dzień w Bieszczadach. Tym razem udaliśmy się w trasę krajoznawczą do Soliny. Po drodze zahaczając o wszystko, co nas zaciekawiło. Zaczęliśmy od Cisnej.


Jedna z Galerii - Czarny Kot - i słynne Bieszczadzkie Anioły


Równie słynna jak Baza Ludzi z Mgły, albo nawet słynniejsza - Siekierezada.


Po drodze hop do rzeczki by się schłodzić w tym upale!



Tama nad Soliną.






Zalew Soliński z innej perspektywy i nowej dla mnie



Naleśnik Gigant w Chacie Wędrowca w Wetlinie na zwieńczenie dnia


Więc było wszystko. Zwiedzanie. Rozwój. Myśli. Odkrycia. Rozpieszczanie się. Wspieranie. Wypoczynek. Tak właśnie jest w Bieszczadach. Szczególnie gdy pojedzie się tam w odpowiednim towarzystwie.

Kolejna wyprawa - już niebawem: 9-11 października.

Szczegóły wyjazdu - klik

A tak było w czerwcu:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz