piątek, 19 czerwca 2015

Włochy - Rzym - w końcu tu dotarłam!

22.02.2015

W końcu dopadło i mnie. Choć tak naprawdę chodziło tylko o to, by znaleźć odpowiednią promocję i polecieć tam w odpowiednim momencie. Upałów nie znoszę. Więcej niż 200zł za bilet nie chciałam płacić... Złożyło się idealnie!
W lutym i za 150zł w dwie strony poleciałam do stolicy Włoch pełna przerażenia po belgijskich przygodach. Miałam ze sobą pełno map i mapek. Byłam obstawiona informacjami po pachy. Zupełnie niepotrzebnie! :)

Wylądowałam na Fiumicino. Wsiadłam w odpowiedni shuttlebus i po godzinie dotarłam do Roma Termini. Niedługi spacer do hostelu pozwolił mi zaoszczędzić jeszcze trochę czasu i udać się na mały rekonesans po okolicy. Jest luty. Jest ciepło. Jestem w szoku. Chcę takie zimy!











Trafiłam w miejsce, w które normalnie bym nie trafiła. To znaczy nie miałam go w planach. Ponownie okazuje się, że warto zrobić rundkę rozpoznającą teren wokół hostelu, bo zawsze jest obok coś ciekawego. 
Tym razem trafiłam na Bazylikę Matki Bożej Śnieżnej, która zachwyciła mnie swoim wnętrzem. Przyciąga bardzo wielu odwiedzających. Jest tam dość gwarno, jak na świątynię, ale nie przeszkadzało mi to poszukać odrobiny wyciszenia, które zawsze znajduję w kościołach.

Coachingowo mogę powiedzieć, że wyjazd rozpoczynam od niespodzianki i wyciszenia. 
I co mi to mówi?
Że będzie to wyjazd o tym, jak oczywistości mogą zaskakiwać i dawać spokój w duszy.


23.02.2015

Z niebywałą ekscytacją obudziłam się o 6:00! Taka wyspana i wypoczęta! Nie wiem jak ja to robię podczas wyjazdów. 
Okazuje się, że taka pora nie jest oczywista do pobudki dla Włochów, więc nie miałam po co wychodzić przed 8:00 z hostelu. Sklepy spożywcze otwiera się najwcześniej o 8:30, a miałam ochotę na lokalne pieczywo i coś do niego - spałaszowane na powietrzu. Skończyło się tym, że stałam pod sklepem przez 30 minut by kupić kilka spożywczych drobiazgów na cały dzień. 

Dziś w planach zwiedzanie klasyków: Koloseum, Forum Romanum, Fontanna Di Trevi. W głowie kręciło mi się od tego wszystkiego, co miałam na swojej liście rzeczy koniecznych zobaczenia. I miałam w sobie trochę obaw, czy wszystkie te "fora" rozpoznam.

Nim dotarłam do miejsca docelowego, znalazłam się w parku, w którym jakaś wiekowa, zapewne zabytkowa budowla zdominowana jest przez dzikie koty. Nie przepuściłam im! :)




 King of Cats ;)

Metro w Rzymie jest banalnie proste i jeśli kiedykolwiek miało się do czynienia z metrem za granicą, nie stanowi żadnego problemu. Na początek wybrałam gwiazdę zabytków - Koloseum.
Wysiadając z metra przed oczami ukazuje nam się od razu w całej swojej okazałości to cudo architektury. Możecie mi nie wierzyć, ale spłakałam się ze wzruszenia.



Po krótkim spacerze naokoło, stanęłam w kolejce po bilet. Spodziewałam się, że potrwa to wieczność, ale mniej więcej po 30 minutach udało mi się wejść do środka. Sądzę, że w sezonie letnim może to być znacznie dłuższy czas mimo sprawnej obsługi w kasach.















Widok na Łuk Konstantyna Wielkiego z okien Koloseum



Panorama Koloseum

Czas na dalszy punkt programu. Palatyn, fora i wszystko, co znajduje się w pobliżu!













Tego antycznego cuda jest tu tak dużo, że już sama nie wiedziałam w którą stronę odwracać wzrok. Możliwość obcowania z tysiącami lat historii ma dla mnie ogromne znaczenie. Te kamienie, te mury widziały znacznie więcej niż może pomieścić moja głowa i wszelkie internety. Ach... gdyby tak można było uczyć się historii od małego wyjeżdżając na wycieczki...

Opuszczając Forum Romanum i Palatyn poszłam na dalszy spacer by znaleźć się...


...koło pomnika z wilczycą karmiącą Romulusa i Remusa


... Kapitolu



... Placu Weneckiego



... Forum Trajana


...Kolumny Trajana








Zaczynam czuć ból swoich w stopach. Okazuje się, że buty, które na sobie mam są chyba z plastiku i odparzają mi stopy. Bez wygodnych butów w tym miejscu dalszy mój pobyt traci sens. Pojawia się misja by znaleźć sklep z butami i kupić nowe, a te wyrzucić. 

Po zakupie obuwa udaję się na stację metra Barberini, by stamtąd zobaczyć jak wygląda osławiona Fontanna di Trevi.


Malutka ale urokliwa fontanna przy stacji metra Barberini

Nie miałam szczęścia. Okazało się, że przeprowadzana jest coroczna modernizacja tego cudownego zabytku i zamiast fontanny zobaczyłam rusztowania.


Nie ma tego złego! Pokręciłam się wokoło i mogłam pójść z bocznej w boczniejszą uliczkę :)






Nadwyrężone stopy dawały coraz bardziej się we znaki. Chciałam jak najszybciej już gdzieś zasiąść, odpocząć. Pojawił się pomysł na pyszną włoską kawę, by móc jeszcze wieczorową porą zobaczyć jak wygląda Koloseum.



I tak skończył się pierwszy pełny dzień pobytu w stolicy Włoch. Jestem zauroczona, choć z odparzonymi nogami. 

Nie mniej pojawia się cudowna coachingowa w drodze refleksja:
- choćby najpiękniejsze miejsce to miałoby być - zabierz ze sobą dobre buty (spróbujcie to odczytać metaforycznie)
- warto przystanąć i wrócić do tego samego miejsca by zobaczyć je w innym świetle i z innej perspektywy

I to dopiero początek włoskiej przygody! :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz