piątek, 19 czerwca 2015

Watykan - państwo w państwie

24.02.2015

Ponownie obudziłam się bardzo wcześnie. Stopy odpoczęły, więc werwa do poznawania kolejnych nowych miejsc była. Wiedząc, że sklep czynny jest dopiero od 8:30, udałam się na śniadanie do kawiarni. Klasyka włoskiej finezji śniadaniowej to budyniowa buła i kawa. Na stojąco taniej niż przy stoliku.






Najciekawszym dla mnie jest to, że w Państwie jakim są Włochy, znajduje się kolejne, malutkie państewko. Ma swoją pocztę, swoją policję i wszystko swoje własne. Watykan od zawsze mnie ciekawił. Miałam ogromną ochotę go zobaczyć. Tyle lat oglądania tego miejsca w telewizji zrobiło swoje. Nadało wyobrażenie temu miejscu, a w rzeczywistości okazało się, że jest....
ZUPEŁNIE INACZEJ! :)

Na początku musiałam przedrzeć się przez hordy czarnoskórych ulicznych sprzedawców, którzy namawiali mnie na to, bym kupiła krótkie statywy do robienia "selfie". A potem kolejne hordy takich, którzy świetnie mówią po angielsku, proponują indywidualne wycieczki, gwarantują brak kolejek i sekretne wejścia. Straszą kolejką widoczną gołym okiem na Placu Św. Piotra. Niektórzy turyści do nich wracają, a ja... z wrodzonej oszczędności postanowiłam poczekać w kolejce. Wbrew przewidywaniom naciągaczy... zajęło mi to może 45 minut, choć kolejka była długa niewiarygodnie. 

Na miejscu trzeba przejść przez bramki, a plecaki i torebki dać prześwietlić sobie niczym na lotnisku. Panowie, którzy pilnują porządku i bezpieczeństwa z srogą i śmiertelnie poważną miną przyglądają się każdemu. 

Wszystko to jest warte poświęceń:


















Kolejnym punktem do zwiedzania były Muzea Watykańskie i żeby się do nich dostać, napotkałam po drodze kolejną falę sprzedawców wykrzykujących do mnie: selfie? selfie?"

Szybciutko podbiegłam do kasy na 1 piętrze (na parterze są kasy tylko dla grup) i otworzyły się przede mną nieprzebrane zasoby wszelakich dzieł sztuki.

Ale wiecie co? Popędziłam jak na skrzydłach do kaplicy Sykstyńskiej, by czym prędzej zobaczyć najsłynniejsze dzieło Michała Anioła "Stworzenie Adama". I jakoś tak wyobrażałam je sobie jako większe, na cały sufit, a nie tylko jeden jego fragmencik. W dodatku nie można było robić zdjęć i też jestem tym faktem niepocieszona.












Jednymi z najbardziej rozpoznawalnych schodów świata są schody wyjściowe z Muzeów Watykańskich. Przyznam szczerze, że nie zdawałam sobie sprawy, że ten kadr jest właśnie z tego miejsca. Nie mogłam się zatem oprzeć i również podobne zdjęcie zrobiłam.

Coachingowo z tego dnia:
- nie wszystko jest takie jak sobie wyobrażamy (tak wiem, może oczywiste, ale do mnie dotarło gdy patrzyłam na "Stworzenie Adama")
- ciekawie jest się znaleźć w miejscu, które się zna i nadać mu w końcu nazwę i współrzędne geograficzne

I to na tyle włoskiej przygody. Na chwil kilka spokój podróżniczy by móc znów wyruszyć na zorganizowaną coachingową wprawę w Góry Świętokrzyskie. Ale o tym... niebawem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz