poniedziałek, 30 marca 2015

TANIE ŚWIATA ODKRYWANIE cz. 5 - Jedz, baw się i nie bankrutuj

Po prostu pojedź. JUST GO! 
Jak? 
Zwyczajnie się do tego wyjazdu przygotuj. 
Jak? 
Odpowiedzi poniżej :)

No dobrze! Jedziesz za granicę nie po to, by wcinać pasztet, prawda? Z drugiej strony w portfelu możesz mieć niewystarczającą ilość gotówki, by móc pozwolić sobie na stołowanie się w restauracjach.

Zdecydowanie trzeba zatem zrobić wszystko, by nie popaść w panikę widząc ceny obiadu w miejscu, do którego trafiliśmy.

Przede wszystkim sprawdź jakie są ceny żywności w internecie. Wejdź na kilka stron restauracji i zorientuj się jakim budżetem trzeba dysponować, by móc zjeść skromny, średni bądź duży obiad. Okazuje się bowiem, że jest to jedna z najdroższych uciech w podróżowaniu, a zarazem dająca niewyobrażalną radość każdemu, kto lubi doświadczać nowego.

Największym zaskoczeniem moich wypraw były ceny w Norwegii. Choć miałam sygnały od znajomych, że norweskie ceny są nie do przeżycia, jakoś tak zupełnie bezsensownie im nie wierzyłam. Cena chemicznego, napompowanego chleba w spożywczym wynosiła 14zł. Dziękowałam sobie samej, że do plecaka zabrałam wspomniany pasztet, serki topione i kabanosy. Myślę, że to uratowało mój budżet i limit na karcie kredytowej.

Co zatem zrobić, by móc doświadczać lokalnej kuchni i nie dać się ogołocić?

SPRAWDŹ INTERNET

Wiele swoich wyjazdów uznaję za udane dlatego, że poświęciłam swój czas na przekopywanie się przez różne podróżnicze fora internetowe. Niemal na każdym portalu poświęconym podróżom można znaleźć miejsca godne polecenia oraz wachlarz cen dań. Znajdziesz też informacje, gdzie karmią źle. Myślę, że to ważne, by uniknąć zatrucia pokarmowego, gdy się jest kilka dni za granicą i ma się mało czasu na poznanie nowego miejsca.
Grupy na facebooku to kopalnia wiedzy nie tylko na temat miejsc wartych odwiedzin, ale również dań, które warto spróbować. Te wyśmiewane zdjęcia tego, co ktoś zjadł w danym miejscu są jednak najlepszą rekomendacją bądź "zniechęcaczem" do konsumpcji.
A ponad wszystko blogi podróżników. Trafiłam w styczniu na świetny artykuł o Brugii, w którym blogerka nie opisywała zabytków, które warto zwiedzić, a właśnie restauracje, które koniecznie trzeba odwiedzić, by zamówić taką a taką potrawę. Samo czytanie tej relacji przyprawiało o nadprodukcję śliny.

POSZUKAJ TYCH PRZYSMAKÓW W SKLEPIE SPOŻYWCZYM

Zgadzam się, że nie wszystko można kupić w lokalnym sklepie spożywczym. Nie raz jednak po zakupie jakiegoś miejscowego przysmaku w restauracji, kolejnego dnia widziałam coś takiego w lodówkach w sklepie spożywczym o połowę taniej.
Często gdy szukam hostelu moja droga jest znacznie dłuższa, ponieważ znajdując w trakcie spaceru lokalne spożywczaki, wchodzę do środka i robię rekonesans. Można bardzo szybko zrobić listę zakupów jeszcze na ten sam dzień i mieć ucztę lokalną w hostelowej kuchni.

Bo to jest wspaniałe rozwiązanie. Zarówno w hostelu jak i u couchsurfera można przecież przyrządzić jedzenie, dzięki czemu oszczędza się krocie. W Rzymie kupiłam gotowe spaghetti i wrzuciłam do mikrofalówki w hostelowej kuchni. Uwierzcie mi, że smakowało wyśmienicie, ponieważ dalece odbiegało od gotowego żarcia, jakie znamy w Polsce.

W Oslo miałam okazję zjeść obiad autorstwa mojego hosta. Wystarczyło, że kupiłam potrzebne składniki. Za równowartość 15zł najedliśmy się jak prosiaki makaronem z sosem pomidorowo-serowym. Owszem. To nie była lokalna kuchnia, ale zjadłam 1 ciepły posiłek w Norwegii dziennie, co przy cenach tam obecnych jest nie lada wyczynem!

POSZUKAJ KOMPROMISU MIĘDZY RESTAURACJĄ A PASZTETEM

Skoro chcesz spróbować lokalnego jedzenia, to można w jakiś sposób pogodzić apetyt i niski budżet. Na ulicach w każdym mieście są różnego rodzaju budki, przyczepy oraz stragany, w których można nabyć lokalne przysmaki. Największą barierą jest język - to prawda. Lecz zachęcam Was wszystkich do tłumaczenia chociażby na migi, czy pokazywania palcem tego, na co macie ochotę.
W Czechach na każdym rogu kupicie tzw "parek w rohliku" czyli parówkę w rogaliku. Kosztuje niewiele a jest sycące. 
W Anglii co krok są miejsca, w których kupicie "fish and chips" czyli sławne frytki z dorszem.
Natomiast w Niemczech klasycznym street food`em jest wurst czyli kiełbasa w bułce.
Takich smakołyków jest pełno i gwarantuję, że znajdziecie też dania odpowiednie dla wegetarian. A jeśli nie, zawsze można urządzić sobie swój własny street food, tak jak ja kiedyś w Rydze. W jednym z marketów znalazłam stoisko garmażeryjne, na którym sprzedawano ciepłe dania w postaci kiełbasek, kurczaka z rożna oraz puree. Kupiłam tylko te ostatnie, a na stoisku rybnym cały pojemnik śledzi w śmietanie. Sztućce do puree były. Paczka chusteczek higienicznych jako serwetki i z ogromnym apetytem pochłonęłam wówczas śledzie z ziemniakami. Na ławce jakiegoś z placów. Bo co mi wtedy zależało? 
W Beauvais wskoczyłam do jednej z Bagieterii i kupiłam francuskiego tosta. Zawinięto mi go w folię aluminiową, dostałam plastikowe sztućce i za kilka chwil wcinałam go spoglądając na przepiękną gotycką katedrę. To właśnie o to w tym podróżowaniu chodzi, prawda?

SWOJE LOKALNE ZA ICH LOKALNE

Wielu sympatyków i praktyków couchsurfingu korzysta z wymiany kulinarnej. Można dzięki temu spróbować smaków obcego kraju nie wychodząc z domu. Jednak, gdy już jesteśmy couchsurferami, warto mieć w zanadrzu popisowe danie, które umiemy przyrządzić. Nasz host zapewne będzie zachwycony, bo mimo tego, że ideą couchsurfingu jest to, że jest bezpłatny - okazywanie dowodów wdzięczności nie jest przecież czymś złym.
W Estonii, w miejscowości Kuressaare korzystałam z couchsurfingu u małżeństwa, którego żeńska połowa poczęstowała mnie wspaniałym domowym kompotem z wiśni oraz kanapką, której już nigdy nigdzie nie skosztuję: razowy, miodowy chleb, majonez, super słone rybki wędzone i połowa jajka na twardo. Zajadałam z apetytem i żalem, że już nigdy takiego cuda nie skosztuję.

ZNASZ TEN FILM?




A co z zabawą?

To rzecz jasna zalezy jaki jest cel Twoich wypraw. Znam osoby, które za wszelką cenę chcą spróbować nocnego, klubowego życia w danym miejscu. I to jest ok. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że cena butelki piwa czy drinka może stanowczo przewyższać nasz zaplanowany na imprezowanie budżet. Jeśli tak jest - można znaleźć kilka rozwiązań:
Imprezy w hostelowych świetlicach/barkach - bardzo często się zdarza, że jest to jedno z najfajniejszych miejsc do rozkręcania wieczornych imprez. A jeśli nie, na recepcji w hostelu znajdziecie taką tablicę, gdzie będą przypięte informacje o organizowanej imprezie dla przyjezdnych. Pewnie będzie też pełno ulotek w różnych miejscach. Gwarantuję! Dla couchsurferów są informacje na portalu. Można też śledzić wydarzenia na facebook`u i sprawdzić czy przypadkiem nie dzieje się w tym miejscu, do którego jedziemy coś godnego uwagi.

Kończąc ten cykl chcę podkreślić, że w tanim podróżowaniu liczy się przede wszystkim systematyczność poszukiwań, a później poszukiwanie informacji i poniekąd również planowanie. Oczywiście spontaniczny wyjazd również może być tani. Choć mnie się to jeszcze nie udało. Im więcej włożyłam wysiłku w przygotowania, tym mniej pieniędzy wydałam na miejscu.

PRZEYJEMNEGO TANIEGO ŚWIATA ODKRYWANIA!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz