wtorek, 10 lutego 2015

TANIE ŚWIATA ODKRYWANIE - Intro

TANIE ŚWIATA ODKRYWANIE - Intro
TANIA PODRÓŻ ZACZYNA SIĘ W GŁOWIE

Część z Was kojarzy mnie tylko z tego, że sporo podróżuję. I to jest fajne, a nawet budujące.
Wielu z Was przez ostatnich kilka lat obserwowało, dopingowało i wspierało mnie w eskapadach, które planowałam całkowicie samodzielnie od A do Z. Przyznam jednak, że nie zawsze to potrafiłam robić. Nie urodziłam się z tą umiejętnością. Ba! Nie byłam do takich podróży kompletnie przekonana.

Moja droga rozpoczęła się z moim ex partnerem, który włożył wiele wysiłku, by mnie ugiąć i zmienić podejście do pewnych spraw związanych z podróżą. A byłam uparta, nadwrażliwa i nad wyraz „delikatna” jeśli chodzi o warunki pobytu, warunki podróży i walory smakowe różności, które mogą mnie niby ucieszyć w trakcie podróży.


Przekonanie pierwsze: Wszędzie zabieram ze sobą konserwę tyrolską.
Obecnie: POKONANE
Czas pracy: ok. 16 miesięcy
Metoda: Kaizen

Kiedy wyrwałam się z krainy schabowych z ziemniakami i smaków ogólnie znanych powszechnie jako polskie, dość ciężko było mi się przekonać do jedzenia, które było na przykład słodkim mięsem, albo chińskim sosem w 5 smakach. Jakoś tak mi nie pasowało nadwyrężać swoje kubki smakowe, mózg i inne zmysły. Że niby dlaczego coś mogłoby konkurować z kurczakiem z rożna, pierogami ruskimi albo golonką?
Oczywiście pierwszym krokiem do wychodzenia poza strefę komfortu nie była kuchnia indyjska. Myślę, że tak daleko odległe smaki i zapachy mogłyby mnie skutecznie przekonać raz na zawsze, że życie jest smaczne jeśli smakuje boczkiem. Pierwszym krokiem była restauracja węgierska. Potem bawarska. A jeszcze potem czeska. Dopiero później jakieś delikatnie tylko przypominające kuchnię wietnamską chińczyki i modyfikacje kebabów. Pierwszym hardkorowym smakiem było dla mnie jedzenie gruzińskie, bo przecież takie ilości kolendry nie mogły pozostać niezauważone przez moje kubki smakowe. A jak już przeszła „Gruzja”, to później było łatwiej. Czas rzecz jasna leciał nieubłaganie, a ja przekonywałam się do tego, że może jednak są kraje, do których konserw zabierać nie będę! Dziś jestem uzależniona od próbowania. Bo nowe przekonanie brzmi: "Warto wiedzieć czy coś lubisz. Jeśli nie lubisz to wyplujesz i więcej tykać nie będziesz!"

Przekonanie drugie: Jak spać to tylko w dwuosobowym pokoju z łazienką i to w hotelu.
Obecnie: POKONANE
Czas pracy: kilka miesięcy
Metoda: Kaizen + głęboka woda

Prawda jest taka, że jedyne niekomfortowe miejsce, jakie tolerowałam to stodoły w Bieszczadach. Moja pierwsza wyprawa we dwoje gdzieś w odległe miejsce, a był nim Toruń, skończyła się w hostelu. Bo żeśmy negocjowali. Mocno! I zgodziłam się na dwuosobowy pokój z łazienką na zewnątrz pokoju. I to było ustępstwo na miarę tamtych czasów wielkie. No bo jak to tak do wspólnej łazienki chodzić? A fuuuuuu, a feeee! Potem jednak pojawiała się seria jakichś pensjonatów, aż nagle podczas jednego z wypadów do Rzeszowa – trafiło się Schronisko PTSMu :) To było dopiero przeżycie. Wprawdzie widok na płytę rynku rzeszowskiego zapierał dech w piersiach, cena była bezkonkurencyjna, ale warunki? No właśnie! Były adekwatne do tego, ile zapłaciłam! Nie było nigdzie grzyba. Nie zachorowałam. Nie złapałam objawów alergicznych na nadmiar kurzu (a łapię gdy jest brudno)… więc? No właśnie! Korona mi z głowy nie spadła. 
Kolejne obniżenie oczekiwań to właściwie przypadek, a przy okazji głęboka woda. Słowacja i pierwsza w życiu noc w sali wieloosobowej w hostelu. Przymusowe szukanie noclegu na „już” i bardzo ograniczony budżet zmusił mnie do tego, by się w sobie przełamać. I jedyna nauka z tego płynąca to posiadanie zatyczek do uszu. Reszta jest jak najbardziej ok!
A w Estonii pierwszy raz w życiu skorzystałam z couchsurfingu i to dopiero było wyjście poza strefę komfortu! Biorąc pod uwagę ilośc pieniędzy zostających w kieszeni po tych ustępstwach oraz bogactwo doświadczeń i mnogość ludzi poznanych na drodze? Warte to było każdego dyskomfortu :)

Przekonanie trzecie: Najlepiej jest pojechać własnym samochodem
Obecnie: CAŁKOWICIE ODWROTNE
Czas pracy: przeliczenie budżetu po pierwszej wyprawie PolskimBusem
Metoda: doświadczanie najróżniejszych form transportu

Posiadałam samochód w Warszawie przez 2 lata. Podróżowanie nim okazywało się coraz mniej opłacalne. Korki, koszty utrzymania, cena paliwa. To wszystko pokazywało, jak bardzo nieopłacalne jest podróżowanie autem. Tym bardziej, że coraz liczniej dopieszczają nas oferty taniego przemieszania się praktycznie po całym świecie. 
Pierwszym z nich był polskibus i jestem pewna, że byłam jedną z pierwszych jego entuzjastek (jestem do dziś). Kupowałam bilety za 1zł gdzie popadnie i nadal potrafię te bilety z puli wyłapywać. Pamiętam czasy, kiedy autobusy polskiego busa nie były całe załadowane. Komfort jazdy jak dla mnie NIE spadł i uwielbiam korzystać z tego przewoźnika praktycznie za każdym razem, gdy potrzebuję dostać się w miejsce na ich trasie. Okazuje się, że można w tej cenie mieć gniazdko do laptopa, internet i klimatyzowany pojazd. Można np. do Bratysławy pojechać za 30zł w dwie strony. Można! I wcale się podczas tej podróży nie „upodlić”. Można też skorzystać z innych linii autokarowych. Mój ulubiony Simplexpress czy Luxexpress są również godne uwagi, bo oferują połączenia do Litwy, Łotwy i Estonii za grosze. Komfort jeszcze wyższy niż w PB. Da się? Da! 
Samoloty do stolic europejskich niekiedy kosztują taniej niż bilety na pociąg w naszym rodzimym kraju. Za każdym razem, kiedy widzę bilet PKP Warszawa – Poznań za 127zł w 2 klasie w jedną stronę (delegacja), to wspominam sobie cenę biletu do Rzymu… 128zł – w dwie strony z Warszawy. Nie z Modlina. I jak tu nie poszerzać swoich horyzontów i nie wyjeżdżać za granicę?

Każda z tych rzeczy wymaga pracy. Pracy nad sobą. Pracy nad własnymi przekonaniami. Sama też musiałam je złamać, dlatego tak ważne jest byś rozpoznał u siebie blokady, a później z nimi podyskutował. Chętnie to z Tobą zrobię. Mam ogromną w tym wprawę i wiele wskazówek.
Czujesz, że mogłabym Ci pomóc?

Napisz, zadzwoń, cokolwiek – ale zrób coś z barierami, które przykuwają Cię do Twojego fotela. Świat – za grosze – jest w zasięgu ręki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz