poniedziałek, 1 grudnia 2014

Dziennik pisany później - Andrzej Stasiuk

Czytając kolejną książkę Stasiuka zastanawiam się co on w sobie ma, że tak wspaniale płynie się przez jego słowa i akapity? Jak on to robi, że z niezwykłą lekkością opisuje nostalgię, którą człowiek chłonie jak największe dobro?

Tym razem książka traktuje o wyprawach na Bałkany. Jest próbą ujęcia wspomnień, jakichś migotań obrazów, które zapadły w pamięci autora. Cofa się w czasie, wybiega potem o kilka lat później. Wszystko po to, by zafundować czytelnikowi podróż porównawczą, a zarazem zarazić nas irracjonalną tęsknotą za niezmiennym.

Tak! Każdy z nas ma w duszy zakamarek, w którym nie ma miejsca na zmianę. Są miejsca, ludzie i sprawy, które powinny trwać bez żadnych okruchów czasu i kurzu. Powinny na nas czekać i udowadniać, że wszystko jest w porządku, że nic się nie zmienia, że ten świat nie gna gdzieś w nieznane i nieopanowane.

A przy okazji też można w tej książce zetknąć się z dość kontrowersyjną opinią na temat naszego kraju i rodaków. I warto wytrwać w tych podróżach do tego fragmentu.

Ano stał się Stasiuk mym idolem. Kropka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz