niedziela, 14 grudnia 2014

Dania - Kopenhaga - Dzień 2

20.09.2014

Wstałam tak wcześnie i to bez budzika. To jest możliwe tylko w podróży, kiedy wiem, że każda minuta stracona na sen jest nie do odzyskania. W końcu to, co można w tym czasie zobaczyć jest bezcenne. Dlatego w żadnym innym momencie swojego życia nie wstaję tak ochoczo.

Śniadanie w hostelu wspaniałe. Hummus, pieczywo własnego wypieku i pyszna kawa. Dookoła zadumani goście, ciepło w środku, na zewnątrz dość mrocznie i mgliście. Trudno. Takie warunki nie są dramatyczne. Na szczęście nie pada deszcz.

Zdecydowałam, że dzisiaj będę wędrować dopóki nogi nie odmówią mi posłuszeństwa. Wytyczyłam trasę od hostelu przez Christianshavn, a potem aż do Kastellet. To jak bardzo się złaziłam czułam jeszcze kilka dni w nogach, ale pozwoliło mi to nie czuć niedosytu Kopenhagi.

Kopenhaska kolej we mgle



Spacer wzdłuż jednego z kanałów. Magia mgły.








Christianshavn
 






 Najwspanialsze chwile podróży to nowy smak kawy i ciastka w nowym miejscu. I widok na miasto :)


 Vor Frelser Kirke (barok z wieżą wysoką na 90 m). Nie można było go zwiedzić, choć w przewodniku zapewniają o wspaniałych wnętrzach i insygniach królewskich :(



Wzdłuż kanału Inderhavn


Slotsholmen - mieszka tu rodzina królewska oraz obraduje parlament



Trzeba iść dalej...




Amalienborg 




Marmorkirken


I dalej... ku Małej Syrence i Twierdzy




Syrenka gdy się wytnie wszystkich ludzi


A tak wygląda to z dystansu ;)


Jeden z portów


Twierdza Kastellet



Kolejnego dnia wracałam już do kraju. Nie obyło się bez przygód, bo okazało się, że kierowca, któremu zgłosiłam, że chcę wracać właśnie 21.09.2014 z Kopenhagi do Malme, zwyczajnie o mnie zapomniał. Czekałam na busa pod dworcem i żaden się nie pojawił. Zdecydowałam się zadzwonić do  szefa tych wszystkich busów i dobrze zrobiłam. Wysłał po mnie kierowcę z firmy konkurencyjnej. Dzięki temu zdążyłam na samolot :)


Lubię to latanie. Wielce :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz