poniedziałek, 15 września 2014

Norwegia - Oslo - Dzień 3

22.08.2014

22.08. to dzień Anioła Stróża, wiedzieliście o tym? I przyznam szczerze, że ten dzień rzeczywiście był takim „pod skrzydłami”!

Wymeldowaliśmy się z hostelu, ponieważ kolejne noce mamy już spędzić jako goście couchsurfingowi. Trzeba było tylko zostawić gdzieś nasze bagaże, co udało się na dworcu kolejowym. Bez zbędnego obciążenia ruszyliśmy na podbój dalszych przestrzeni stolicy Norwegii.

Na początek kawa z kiosku (nie tak dobra) oraz w zestawie bułka z rodzynkami. Wypicie kawy i dawka cukru na schodach pod dworcem jest dla mnie fajniejszym doznaniem niż przesiadywanie w kawiarniach. Lubię tak bez zbędnych ceregieli, bez nadęcia, po swojsku złączyć się z nowym miejscem.
 

 Dworzec

Tym razem spacer rozpoczął się od mijania budynku opery, który zrobił na mnie ogromne wrażenie.



Jednak nie to było naszym celem z samego rana. Skierowaliśmy się do punktów, z których odpływają łodzie na wyspy oraz w inne punkty Oslo. Moim marzeniem było dowiedzenie Muzeum Łodzi Wikingów i niestety mylnie poinformowano mnie, że da się tam dopłynąć na kartę miejską, która zakupiliśmy na okres doby. Wydatek 80 koron czyli 40 zł nie był jednak chybiony. Napływałam się łódkami przez najbliższą dobę bardzo, bardzo dużo razy. Ale nie o tym teraz.

By dostać się do Bygdoy trzeba kupić bilet za 50 koron, a że jest tam wspomniane muzeum, nie było wyjścia.





Sam rejs nie trwa długo, jednak na ten bilet można wsiadać i wysiadać na wszystkich przystankach i wrócić do miejsca docelowego. My wysiedliśmy od razu tam, gdzie najbliżej było do Wikingów. Po drodze mijaliśmy przepiękne norweskie domki, które urzekły mnie swoją prostotą. W każdym z nich, bez względu na rzekomy surowy klimat, mogłabym zamieszkać.





Dotarliśmy do Muzeum. Nie jest pokaźne, ale bardzo ciekawe i zawiera bezcenne zabytki. Budynek zbudowany na planie krzyża, a w każdym skrzydle łódź. Muzeum to zostało otwarte w 1926r. a historia przywiezienia najważniejszego w nim zabytku jest pasjonująca. W samym muzeum oprócz łodzi można znaleźć kilkadziesiąt eksponatów, które pokazują, jak pięknie zdobili sanie, skrzynie i przedmioty codziennego użytku dzielni wojowie Północy.
Wykopywanie łodzi z 820r. n.e. na jednym z pól norweskiego farmera wzbudzało w latach 20-tych ogromną sensację. Doskonale widać tę historię na poniższych zdjęciach.









Półwysep Bygdoy jest bogaty w muzea, jednak zdecydowaliśmy uciec przed deszczem na łódź, a potem schronić się gdzieś, gdzie możemy tanio zjeść obiad. Niestety tani obiad łączy się z jedzeniem bardzo niesmacznych, chemicznych posiłków w punktach typu Narvesen. Makaron carbonara na wagę, odgrzewany w mikrofali to może nie jest coś, co kole mnie w zęby, jednak tym razem trafiłam na ohydę jakich mało.

Dzień się nie kończy. Mamy sporo czasu na pływanie. Więc czas skorzystać z naszych biletów. Udaliśmy się statkiem w kolejne miejsce. Nadal na Półwyspie Bygdoy, ale do innego portu. 




Tam znowu lało, więc wróciliśmy do głównego portu. Okazało się, że przecież mam w swoich szpargałach podróżniczych wydrukowane kilkanaście stron tego, co warto zobaczyć będąc w Oslo i padło na pomysł popłynięcia znowu w ramach karty miejskiej na Wyspę Hovedoya tym razem. I przyznam szczerze, że nigdy nie widziałam piękniejszego miejsca. Spędziliśmy tam 2 godziny, ale plan na powrót w dniu jutrzejszym zrodził nam się synchronicznie w głowach.

















Na sam koniec – Opera. Przepiekny, nowoczesny budynek wykonany z białego marmuru. Mówi się, że wyznacza on kierunek, w jakim zmierza architektura norweskiej stolicy. I wydaje mi się, że w tym mieście takie zabudowy są jak najbardziej na miejscu. Ciekawym jest to, że można po operze chodzić… jej niebywale zmyślna konstrukcja pozwala wejść na dach i obserwować panoramę miasta.







Z dachu opery skontaktowałam się z naszym hostem. Dostaliśmy zaproszenie do domu na makaron z serem. Czekały w nim na nas 2 koty: WiFi i Czeburaszka. Byłam kupiona. Noc zapowiadała się miło, jednak polska wódka, preludium do międzynarodowych imprez i wyjście na clubbing w Oslo pokazały, jak wspaniale można balować. Przetańczyłam całą noc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz