sobota, 13 września 2014

Norwegia - Oslo - Dzień 1 i 2

20.08.2014

Pierwszy dzień wyprawy. To oznacza dzień na dotarcie, ponieważ bilety, które kupiłam w tak promocyjnej cenie niestety nie uprawniały do lotu z Warszawy, a z Łodzi. Na szczęście jest PolskiBus i możliwość dotarcia do centralnej Polski w 2 godziny z haczykiem.

A zatem w drogę, ku przygodzie.

Na dworcu "Łódź Kaliska" czekała na mnie Ela, której nie widziałam już z 5 lat, albo i dłużej. To był jednak dobry pretekst na spotkanie :) A potem przyjechał już Łysy i udaliśmy się w kierunku lotniska.
Odprawa, oczekiwanie, upragniony start i znów bycie w powietrzu. Kocham latać. Jestem maniakiem latania. Nie boję się i nigdy chyba tego lęku w sobie nie pozwolę obudzić. To uczucie, kiedy wzbijam się ponad chmury, kiedy zawsze mogę zobaczyć jak świeci słońce mimo zlej pogody na ziemi, kiedy mogę obserwować jak maluczcy jesteśmy tam na dole i jak pięknie nasza ziemia jest ułożona w plamy regularnych i nieregularnych połaci kolorów. Kocham to! Kropka.



Tuż po wylądowaniu włączyłam telefon zgodnie z zaleceniami rezerwacji busa do Oslo z lotniska Rygge i ku mojemu zaskoczeniu za chwilę rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Zadzwonił kierowca busa firmy PKS OSLO (!!!) i poinformował dokładnie gdzie stoi oraz, że oczekuje na mnie i Łysego. Byłam zaskoczona takim dbaniem o szczegóły, a że jest to najtańsza forma dotarcia do stolicy Norwegii, to tym bardziej byłam uradowana. W serdecznej atmosferze, nadal polskojęzycznej – godzinna droga do stolicy Oslo upłynęła jak minuta. A drogi płaskie i równe. A tereny piękne. Tylko deszczu trochę zbyt dużo jak na moje oczekiwania ;)

No i przyznam szczerze, że warto kupić wódkę na lotnisku :) Warto! Nabiera wartości na Północy ;)

Wysiadka na dworcu autobusowym i czas na to, by dotrzeć do Hostelu. Anker Hostel jest najpopularniejszym wyborem wszystkich turystów, ponieważ w krainie irracjonalnie wysokich cen, jest tam najtaniej. Po drodze nie spotkałam żadnego typowego Norwega, blondyna o niebieskich oczach. Za to spotkałam wielu reprezentantów świata islamu. Smutne to…

W hostelu tłum ludzi. Na ladzie leży karteczka o braku miejsc. Opanował mnie lekki stres, ale pomyślałam, że przecież mam rezerwację. I po pokazaniu papierka odetchnęłam z ulgą. Mamy miejsce! Tylko jakoś tak inaczej niż zwykle. Brak nawiązywania relacji z gośćmi, zbyt duża ilość osób, hałas, eh… To stanowczo inny hostel niż te, w których do tej pory nocowałam.

Sam pokój na. 8 osób. 4 piętrowe łóżka, 1 łazienka, lodówka i kuchenka elektryczna. Za to zero sztućców, talerzy i garnków. Wszystko można wypożyczyć w recepcji. Nie mam pojęcia czy za opłatą czy za darmo.

Wystrzeliliśmy z tego hostelu jak z procy, by móc popatrzeć już bez bagaży na okolicę. Był wieczór, ulice były rozświetlone nie tylko latarniami, ale i światłami knajpek, w których przesiadywało mnóstwo ludzi. Po cenach proponowanych w menu pytaliśmy się z łysym nawzajem: „jak ich na to stać?”  :)
Chcąc po 20:00 kupić piwo w sklepie - spotkaliśmy niepokonaną przeszkodę...




Noc. Gorąco w pokoju. Niezbędne stopery do uszu chroniące przed chrapaniem. Zasnęłam w mgnieniu oka.


21.08.2014

Pobudka i śniadanie. Błogosławiona konserwa i pasztet polski, gdyż cena chleba w Norwegii kształtuje się w przedziale 10-30 zł za coś, co jest raczej chemiczną papką pęczniejącą w żołądku jak pęczak pod naporem ciepłej wody. No, ale nie przyjechaliśmy tu "śniadać jak milordzi". Przyjechaliśmy tu zwiedzać wszystko, co tylko możliwe!

Dlatego wybraliśmy się na spacer. 

Jest sierpień, a temperatura jest rześka. Czuć w powietrzu (mimo słońca) taki lodowaty powiew. Mnie się podoba. Mogę spokojnie nosić kurtkę. Na sobie! :)
Spacer w kierunku wielkiej wody obfitował w rozglądanie się i zwiedzanie. Nie da się zauważyć jakiejś super-starej zabudowy, ale i tak wygląda tu ona inaczej niż gdziekolwiek indziej. 




Jeden z punktów początkowych trasy turystycznej w Centrum Oslo - katedra. Taki rys historyczny na dość modernistycznym pejzażu. Wybudowana w 1697r. w stylu barokowym. Jest to rzecz jasna katedra luterańska.






Ciąg dalszy spaceru rekonesansowego:




Spacer ociężały i powolny doprowadził nas do twierdzy Akershus i zaczęło być pięknie!

Zaskakującą jest ponad 800 letnia historia twierdzy. Kamień węgielny pod budowę położono tutaj w 1299r. a już w 1304r. roku zakończono budowę. Twierdza zbudowana jest na wałach i ma swoim kompleksie również zamek. Złaziliśmy to miejsce dość szczegółowo i dzięki temu odkryliśmy piękne widoki na Oslofjorden. Dodatkowo w jednym z punktów informacyjnych odkryliśmy najtańszą kawę w całym mieście, którą wypiliśmy w pełnym słońcu studiując przewodnik. Kawa pyszna, zestaw ciastek zakupionych w markecie, świeże powietrze. Żyć się chce.

Sama twierdza od czasów swojego powstania była atakowana 9 razy i nigdy nie została zdobyta. Ciekawym jest fakt, że wybudowanie jej zlecił Christian IV, na którego cześć Oslo nazywało się Christiania. Dość mocno zaznaczało się zatem to miasto na mapie krucjat jak sądzę. Każdego dnia o 13:30 można obejrzeć uroczystą zmianę warty przed zamkiem, ale nie udało nam się tego akurat zobaczyć.










Przyznam szczerze jednak, że widoki jakie rozpościerały się na Oslofjorden przykuwały moja uwagę tak mocno, że zdecydowaliśmy się na spacer od twierdzy aż do Muzeum Sztuki Współczesnej.

Na początek zarządziliśmy kilkugodzinny popas na jednym z molo dla żaglowców. Mieliśmy specjalną ławkę, na której upajaliśmy się słońcem, wiatrem, kanapkami z konserwą i przepięknymi widokami. Wspaniałe chwile!

Leniwy spacer aż do Muzeum Sztuki Współczesnej ukazywał co krok piękną współczesną architekturę, która zachwycała, bo nie była tak zimna i bezduszna jak ta, którą znałam. Zaskakiwali mnie młodzi ludzie pływający w pobliżu a szczególnie zaskakiwała aura i widoki. Zakochiwałam się w tym mieście…













Nogi bolały. A jutro też jest dzień. Piwo zakupione przed 20:00 czekało, by nas zrelaksować :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz