niedziela, 22 grudnia 2013

Barcelona alone trip - Dzień 3 i 4

14.11.2013

Pobudka. Zbyt słodkie śniadanie. Trochę zaczyna trącić rutyną. Jestem wkurzona na współlokatorów, którzy śmierdzą i chrapią, ale nie mogę wymagać cudów za tę cenę. W 8 osobowym pokoju jest tłoczno, więc trzeba cały dzień zaplanować na zwiedzanie. I mieć co opowiedzieć jedynemu przyjaznemu tam człowiekowi - Markowi z Australii.

Na dzisiaj zaplanowałam 2 punkty z przewodnika- Park Guell`a oraz stadion FC Barcelony. Oba punkty od siebie oddalone, ale przy posiadaniu biletu T10 nie stanowi to problemu. Okazało się, że drugi bilet T10, który dostałam od przyjaznego Polaka w hostelu, jest nieważny. Przez to trochę przeliczyłam się w możliwościach podróżowania i zmieniania linii metra. Dlatego dzień miał być intensywny ale niezbyt mobilny.

Do Parku Guella kierowałam się za pomocą mapki umieszczonej w przewodniku. Wysiadłam na jednej z ostatnich stacji metra linii czerwonej. Nie widziałam nigdzie żadnych wskazówek, drogowskazów i zaczęłam panikować, jak to ja zwykle. Okazało się to zbyteczne (jak zwykle) bo dotarłam do ulicy, która prowadziła wprost pod górę (bardzo, bardzo stromą górę), tak by dotrzeć do parku od mniej uczęszczanej strony. Nawet nie wiecie jak bardzo ucieszyły mnie ruchome schody, które są tam zamontowane. Wspinaczka pod taką górę mogłaby mnie zniechęcić i w sumie niejedną osobę z dużo lepszą kondycją fizyczną.

A wyglądało to tak:

(połowa drogi w górę)

Kiedy już się dotrze na sam szczyt zaczynają się roztaczać piękne widoki


A więc dotarłam do miejsca, które wikipedia przedstawia tak:
"Park Güell (hiszp. Parque Güell, katal. Parc Güell) - duży ogród z elementami architektonicznymi w Barcelonie przy ulicy Olot, bocznej alei Santuari de la Muntanya, w północno-centralnej części miasta. Zaprojektowany przez katalońskiego architekta Antonio Gaudíego na życzenie jego przyjaciela Eusebio Güella, przemysłowca barcelońskiego, który - zauroczony angielskimi "miastami-ogrodami" - przedsięwzięcie sfinansował. Projekt w założeniu był osiedlem dla bogatej burżuazji mającym powstać na powierzchni 20 ha w pobliżu tzw. Łysej Góry. Prace trwały w latach 1900-1914. Projektu tego Gaudí nigdy nie ukończył. W 1922 roku władze Barcelony wykupiły teren i przekształciły go w park miejski.
  • Najciekawszymi elementami parku są:
    • Dawna brama wejściowa z kutego żelaza wraz z przyległymi do niej pawilonami.
    • Schody wejściowe do głównego pawilonu. Gaudí umieścił w nich trzy wysepki; pierwszej nadał formę groty, drugiej - węża na tle katalońskiej flagi - symbolu mądrości, trzeciej - salamandry - symbolu Plutona.
    • Sala Kolumnowa - główny pawilon, który miał służyć za targ. Liczy 86 kolumn o wzorach antycznych, w których środku są specjalne kanały umożliwiające spływ wody z położonego nad pawilonem tarasu. Dach sali ma kształt falisty i ułatwia tym bardziej spływ deszczówki.
    • Taras nad pawilonem kolumnowym przez architekta był nazywany teatrem greckim. Opasany jest wyjątkowo długą ławką, która jest jednocześnie gzymsem pawilonu pod nim.
    • Dom, w którym mieszkał Gaudí nim przeprowadził się w pobliże Sagrada Familia. Mieści się tam muzeum artysty.
W 1969 roku wpisano park na listę narodowych dóbr kultury, a od 1984 roku obiekt znajduje się na Liście światowego dziedzictwa UNESCO."





















I trochę detalu z komórki :)
















(najdziwniejszy energetyk jaki do tej pory piłam: cola o smaku kawy)

Obeszłam park uczciwie, więc nadszedł czas na wizytę stadionową. Nie jestem fanką piłki nożnej, więc nie zafundowałam sobie zwiedzania stadionu za ponad 10 Euro. Za to obeszłam go dookoła i odwiedziłam sklep firmowy kupując przy okazji suwenir dla mojego przyjaciela.




I na tym zakończył się dzień 3-ci. Wieczorem musiałam się "zdrowo" znieczulić by zasnąć. Choć z perspektywy czasu wcale mnie to nie zniechęca do kolejnych noclegów w dormitoriach. Być może zdecyduję się na mniejsze, max. 6 osobowe, ale jeśli rolę będzie odgrywać cena? W końcu człowiek jeździ by zwiedzać a nie spać na piernatach! :)

15.11.2013

Ostatni dzień w Barcelonie. Niewiele zwiedziłam, ponieważ chodziłam z plecakiem i całym swoim dobytkiem wyjazdowym. Wprawdzie niewiele tego miałam, ale zawsze to jakiś balast, który trochę hamował moją zwiedzaniową naturę :)

Zdecydowałam, że pokrążę wokół Placu Espanya. I słusznie, ponieważ to najbardziej rozpoznawalny punkt w Barcelonie. Chyba nikt, kto przyjeżdża tutaj nie może przez to miejsce nie przejechać :)

A z placu droga wiedzie do Pałacu Narodowego, otoczonego fontannami. Bardzo majestatyczny budynek, który zapierał dech w piersiach.



























A potem trzeba było pojechać na lotnisko, odprawić się i wrócić do Polski. Mroźnej Polski. Zbyt mroźnej :)

I to na tyle wojaży w 2013 roku.

Życzę sobie tyle lub więcej w 2014!
2014 rozpocznę od Szwecji :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz