niedziela, 3 listopada 2013

Mój biegun

Jestem świeżo po obejrzeniu tego filmu. Bardzo mi zależało na tym, by go zobaczyć lecz z minuty na minutę emocje mi opadają i jakoś coraz mniej przekonana jestem do tej produkcji.

Miałam szansę widzieć wystąpienie Jaśka na TEDx Wrocław w tym roku. To jak on opowiada i jaką ma charyzmę, wywołuje na moim ciele ciarki. To, jak wspominał jak trudno się przemóc w sobie, jak mocno trzeba wierzyć, jak się nie poddawać... wtedy wstrząsnęło to mną bardzo mocno.

Na filmie spodziewałam się podobnych emocji. I nie powiem, że kilkukrotnie nie uroniłam łzy. Historia jest smutna i osadzona w serii nieszczęść, niedomówień, unoszeniu się honorem. Myślę, że warto to zobaczyć. Tyle, że po tych nieszczęściach jest mnóstwo radości. Siły. Wiary. Determinacji. Serca.

Nie oceniam tego filmu źle, jednak chciałam też zobaczyć etapy przygotowań do wyprawy, jego budzącej się wiary, a nie tylko migawki z rodzinnego albumu. Bo właściwie to, co jest siłą Jaśka to jego dokonania. One wyrosły z walki w czterech ścianach rodzinnego domu - to prawda. Sądzę jednak, ze w filmie brakuje właśnie tej kontynuacji. 

Dziś Jasiek to dla mnie ktoś, kto przypomina mi, żebym nie ryła gębą ziemi, tylko patrzyła "Poza horyzont". Więc bez względu na moje subiektywne odczucia i tak polecam wszystkim ten film. By nie nabierali piachu w usta, a powietrza w płuca.

2/10 śpiocha

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz