poniedziałek, 4 listopada 2013

French Gothic Trip - Amiens

09.10.2013

Kolejny dzień na francuskich ziemiach Pikardii. Poranek ze śniadaniem wykupionym w hotelu. Kolejna próba rozmowy z recepcjonistką po angielsku znów spełzła na niczym. A samo śniadanie nie należało do najgorszych, choć dominowały smaki słodkie, cukrzane aż do znudzenia. Po jego zjedzeniu człowiek mógł co najwyżej zapaść w śpiączkę cukrową...

Dlatego też wymarsz w kierunku Amiens nastał później niż planowałyśmy. 

Po dotarciu do centrum, jeszcze z okien autobusu zauważyłam interesujący obiekt. Okazało się, że tuż obok katedry znajduje się piękna romańsko-gotycka kaplica Saint Etienne. No i była otwarta! Miałam nosa, żeby tam pójść ;)













Po dość szybkim obejrzeniu niespodziankowego zabytku udałyśmy się na dworzec kolejowy, gdzie skierowała nas Pani z Informacji Turystycznej. Szykowała się wycieczka kolejami francuskimi. Byłam tym faktem podekscytowana. Uwielbiam poznawać infrastrukturę kolejową za granicą. To takie trochę masochistyczne, wiem. Ale co poradzić. Później człowiek sobie mówi: "no... 20 lat temu we Francji... takie pociągi jeździły..." 

Do rzeczy! Stanęłam w kolejce do kasy z duszą na ramieniu. Jak ja się dogadam z Panią w okienku? I rzeczywiście. Pani ni w ząb nie mówiła po angielsku. Nic nowego, wiem. Skumała jakoś nazwę miasta, pokazałam na palcach, że chcę 2 bilety i dostałam wydruk na kartonikach 2 biletów, z godziną odjazdu i przyjazdu do punktu docelowego. Na odchodnym Pani na takim samym kartoniku (formatu naszych biletów PKP) rozrysowała mi jakąś mapkę i coś pokazała, że tam za mną, 5 minut. Zrobiłam klasyczne "pffffff" jak to oni zwykli robić na angielszczyznę. Czasu do odjazdu mnóstwo, więc poszłyśmy z biletami i dziwnym kartonikiem z tajemniczą mapką do kawiarni. W dodatku rozpadał się deszcz. Oczy kleiły się do snu. Mapka nie dawała mi spokoju.

Na 30 minut przed planowym odjazdem do Amiens poszłyśmy na stację. Na tablicy informacyjnej nie było w ogóle nazwy naszego miasta, do którego zmierzałyśmy. Niepokój wzrastał. Poszłyśmy za stację w prawo. Nic. Potem znów od wejścia głównego w lewo. Spotkałam młodą dziewczynę. Zapytałam czy mówi po angielsku. Prychnęła w charakterystyczny sposób. Ale próbowała wytłumaczyć chociażby kierunek. Nic nie skumałam. Jej angielski był jakąś dziwną wersją nieznanego mi dialektu, a podejrzenie mam, że mówiła w tylko sobie znanym narzeczu. Do odjazdu 10 minut. Biegniemy po pomoc. Poszłyśmy za stację. Nigdzie nie ma innego peronu. O co chodzi? Kolejna osoba. 50-letni mężczyzna. Pokazuję mu prawą rękę i mówię: "right" oraz lewą "left". Przedstawiam mu kartonik na którym mam napisane Amiens. Robię ustami "ciuch ciuch". A on pokazuje, że nie! Po czym wskazuje mi drogę na.... DWORZEC AUTOBUSOWY.

Wpadłyśmy tam w ostatniej chwili. Do autobusu wsiadała ostatnia osoba. Ufff... nie przepadły nam bilety za 24 Euro!

(Nie ma co komentować, prawda? Choćbyście znali perfekt język angielski - do Francji należy pojechać ze znajomością francuskiego. Albo należałoby tam zrobić rewolucję lingwistyczną lub chociażby modę na angielszczyznę, jak kiedyś w naszym kraju na francuszczyznę...)

Autobus kołysał nas do snu. Piękne tereny Pikardii - pagórkowate, pełne zielonych pól otoczone były stalowo-sinymi chmurami i co krok padał ulewny deszcz. Bałam się, że w Amiens już nie będę miała takiego szczęścia do zdjęć jak w Beauvais.

Niesłusznie! Kiedy zajechałyśmy na miejsce okazało się, że może słońce nie razi nas po oczach, ale chociaż nie pada. Do katedry dziarskim krokiem dotarłyśmy w 5 minut.

Sama katedra okazała się jeszcze piękniejsza niż ta w Beauvais. Nie mogłam uwierzyć, że ta budowla stoi tu, cały czas, nieprzerwanie, na tej ziemi od 1220 roku. 

Więcej o katedrze TU i jeszcze TU

A tak widziałam ją ja:






















Z kilkoma przygodami po drodze związanymi z dziwnym stosunkiem Francuzów do angielskiego czas było wracać. Najpierw do Beauvais, a później już do Warszawy.

Na górze zawsze świeci słońce. Nawet gdy go z ziemi nie widać :)





A teraz czas na przygotowania ostatniej w tym roku wyprawy. Barcelona wzywa! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz