niedziela, 25 marca 2012

Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym - Jannie Dielemans

Książka wstrząsa i daje potężny materiał do przemyśleń. Bo oto w końcu można się zastanowić nad tym, na ile turystyka jest wyreżyserowanym zjawiskiem, a na ile poznawaniem świata i jego osobliwości.

Chyba największym szokiem było dla mnie zrozumienie idei powołania wypraw all inclusive. Jestem tym tak mocno i negatywnie zaskoczona, że jedno jest pewne - nie skorzystam nigdy z takiego wyjazdu. 
Dlaczego?
Chyba najlepszym argumentem są mieszkańcy Dominikany, którzy z powodu masowego budowania hermetycznych hoteli, posiadających dostęp do plaż na wyłączność, nie mają wstępu na żadną ze SWOICH plaż. Nie wspomnę o tym, że zarabiają równowartość 12zł w ciągu całego, niekiedy 15 godzinnego dnia pracy - przy budowie tych hoteli właśnie.Kolejnych...

Wyjazd all inclusive zakłada, że masz wszystko w swoim bastionie niezależności, jakim jest miejsce zakwaterowania. Nierzadko są to hotele 4-ro lub 5-cio gwiazdkowe, które gwarantują mieszkańcom dostęp do wszystkiego, czego im trzeba bez konieczności wychodzenia z własnego pokoju!
No to ja się pytam: "po jaką cholerę płacicie po kilka tysięcy złotych/euro/dolarów, za pobyt w hotelu, skoro z niego nie wychodzicie?" Równie dobrze można spędzić ten czas w dowolnym hotelu tego samego standardu gdziekolwiek indziej, byleby przy plaży i zbiorniku z wodą.

Teren wokół hotelu zazwyczaj jest całkowicie przystosowywany pod potrzeby i wyobrażenia turystów, a na przykład Jukatan niszczony jest przede wszystkim dlatego, że jadący tam turyści chcą pograć w golfa na polu, którego utrzymanie wymaga setek tysięcy litrów czystej wody do nawadniania całych połaci równo przystrzyżonych traw. Komuś ta woda zatem jest odbierana, bo jej zasób jest ograniczony.

Resztki starych cywilizacji zetknęły się ze współczesnymi i zatracają swoją etniczność na rzecz środków płatniczych i dóbr "ułatwiających" życie. Chcą mieć telewizory, pić coca-colę, ubierać adidasy. Show rytualne jest tylko po to, by na to wszystko zarobić. To tylko jakieś relikty już coraz bardziej niezrozumiałej i dla nich kultury.

To cholernie przykre... Dlatego nie jest to łatwa książka... Dlatego będę się upierać, że jestem podróżnikiem-backpackerem, nie turystą, nie dupo-wysiadywaczem na plaży z drinkiem w łupinie orzecha kokosowego. Bo NIE!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz