czwartek, 18 października 2012

W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu) - Jarek Sępek 18 paź 2012 o 11:58

Dzięki Bogu/Bogom - nie czytałam tej książki 80 dni. Było w niej coś takiego, że chciałam ją jak najszybciej skończyć, by odtruć się po niej kolejną! No więc połknęłam ją na zasadzie szybkiego kęsa, którego smaku nie chce się pamiętać. Jak łyżka ziemniaków z rozmiękniętymi skwarkami. 

Verne jest nie do podrobienia, a na  świecie jest już chyba w 80 dni dookoła wszystkiego. Krążą tacy naśladowcy wokół ogrodów, miłości, seksu, piwa etc. No i po co to tak? Już na prawdę wszystko było? Trzeba coś powtarzać, robić kalkę, używać tego samego szablonu? Już bardziej "W 80 lat dookoła życia" byłoby bardziej oryginalne....

Na pochwałę jedynie zasługują ciekawostki dotyczące Londynu. Z drugiej strony... można je znaleźć na wikipedii czy w przewodnikach. Więc czy musiałam sięgnąć po tę pozycję, by zasmakować w Londynie? Otóż nie!

A najbardziej irytujący fakt, to taki, że ktoś próbuje dokonać niesamowitego odkrycia, które jest tak oczywiste, jak "oczywista oczywistość". Nie dziwi mnie bogactwo reprezentantów SETEK krajów w Londynie, nie tylko 80-ciu. To miasto jest przecież wieżą Babel i nikt nawet nie pomyślał o nim inaczej, odkąd stało się celem emigracji tylu ludzi ze wszystkich stron świata. Nie wydaje mnie się także, że jest to coś o czym trzeba pisać książkę. Mam jednak takie nieodparte wrażenie, że była to główna motywacja do ruszenia czterech liter z polskiej dzielnicy. Co, myślę, wyszło autorowi na zdrowie. Czytelnikom zabrało czas na jakąś ambitniejszą lekturę.

Nie polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz