niedziela, 9 czerwca 2013

UK 2013 Trip - Carsington Water, London, Chatsworth & Snake Pass 9 cze 2013 o 08:46

Przełom lutego i marca. Powiedziałby ktoś, że to termin mizerny na wylot do Anglii. Nawet pokiwałabym głową z uznaniem, ale po tej wizycie stwierdzam, że każdy moment na pobyt w UK jest dobry.
Na zaproszenie moich serdecznych przyjaciół: Eli i Piotrka wylądowałam kolejny raz w East Midlands - moim ulubionym lotnisku :) Misji przede mną pełno, a na sam początek wypadałoby się nie zgubić przy bramkach i czym prędzej gnać do Pitera.
Późna pora przylotu poskutkowała tym, że powitanie złożone z zapasu cydrów musiało być odłożone na kolejny dzień. Ja i tak nie mogłam zasnąć z wrażenia lotu, lewostronnego ruchu i przejażdżki Jaguarem :)

Oczywiście pobyt u Pitera musi, koniecznie, obfitować w zwiedzanie, więc nie było wyjścia - już pierwszego dnia zabraliśmy psa i we dwoje ruszyliśmy do pierwszego punktu, jakim było:
CARSINGTON WATER
Ciekawe miejsce, które na moje oko jest dobrym miejscem do letniego wypoczynku. Duża przestrzeń, woda, port żaglówek. Nam trochę wiał w oczy mroźny wiatr i siąpił trochę deszcz z chmur, no ale to w końcu Anglia, prawda?















Wieczór upłynął pod smakiem cydru. Chyba nic mnie w życiu tak nie ujęło jak cydr właśnie. Popularny napitek alkoholowy, lekko gazowany, pierwotnie wytwarzany z jabłek. Obecnie smaków jest bez liku - począwszy od wytrawnych, skończywszy na supersłodkich. Moim ulubieńcem jest gruszka. Nie ma sobie równych. I żeby było śmieszniej - jest mnóstwo gatunków - takich za 1 funta i takich za kilkanaście za litr, co nie oznacza, że cena determinuje jakość. Warto popróbować będąc na miejscu.
Swoją drogą - czemu w Polsce, kraju sadów, nie jest to popularny napój alkoholowy?

Sobota to dzień, na który czekałam z zapartym tchem. Z wrażenia nie spałam spokojnie i jak tylko rozpoczęła się poranna krzątanina w domu, wyskoczyłam z łóżka jak sprężyna. Przecież to dziś Londyn - upragniona stolica do zdobycia. Tak mocno rekomendowana!
Pojechaliśmy samochodem. Byłam pod wrażeniem, że Piter tak świetnie sobie poradził jako kierowca. Mnie cały czas przeraża ruch lewostronny, a co dopiero jazda lewą stroną po Londynie? I jeszcze to poszukiwanie miejsca parkingowego za przystępną cenę w miarę blisko centrum... Praktycznie ja trafić w totolotka! Uczulam, by rozważyć środek transportu, gdy będziecie się tam wybierać. Za parking słono się płaci, a i tak nałazić się trzeba.
Wszyscy mówią, że Londyn jest wiecznie szary i zamglony. No więc ja takiego nie widziałam. Owszem - chmury były, ale kropla deszczu nie wskoczyła mi na nos, a pod koniec dnia, gdy dotarłam już do Tower, zza chmur wychynęło również słońce, dając mi niezwykle dobre światło do zdjęć :)

Poniżej galeria z LONDYNU:


































Muszę też wspomnieć, że Londyn od momentu opuszczenia Muzeum Historii Naturalnej zwiedzaliśmy już w taksówce. Bo wiecie - najlepszymi taksówkarzami są Polacy - ze Skarżyska :) Więc i TAXI w Londynie zostało przeze mnie sprawdzone.
Do domu wróciliśmy umęczeni tak, że zaśnięcie było kwestią kilku minut. Piękny dzień. Marzenia się spełniają :)


No i ostatni punkt programu podczas pobytu na ziemiach angielskich - wyprawa do Chatsworth House z licznymi atrakcjami wokół.
Zareklamowano mi to miejsce bardzo, więc jechałam z dużą ekstazą zobaczyć, jak wygląda dom diuków. I przyznam, że wygląda majestatycznie, choć ubolewam, że nie można go zwiedzać wewnątrz.

CHATSWORTH HOUSE











A około 15km od domu diuków znajduje się Chatsworth Farm - sklep z organiczną żywnością, pochodzącą z lokalnych gospodarstw. Powiem szczerze - dostałam ślinotoku. Spróbowałabym tam wszystkiego, bez wyjątku. I nawet zdecydowaliśmy się na pork pie - zapiekane mięso wieprzowe w cieście. DO domu na obiad wzięliśmy mało angielskie, a bardziej szkocie danie - haggis. 







Dalej wybraliśmy się w góry bym postawiła swą stopę na najpopularniejszym i najpiękniejszym szlaku dla motocyklistów w Wielkiej Brytanii - Snake Pass.
(jakość zdjęć niska - z komórki)














No i dobiegł końca mój pobyt na Wyspach. Coraz bardziej podobają mi się te ziemie, coraz więcej magnetyzmu ma w sobie myśl o zamieszkaniu tam. No to się okaże, na ile to magnetyczne :)
Ps. pamiątka z wyprawy:





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz