niedziela, 6 listopada 2011

Słowacja - low cost expedition - Trnava i nie tylko (część ostatnia) 06.11.2011 :: 20:55

21.08.2011
Ostatni punkt programu tej wyprawy to Trnava, w której mieliśmy plan zabawić jedną noc. Mieliśmy - bo plany nam się trochę zaczęły krzyżować u kresu podróży.
Dotarliśmy na miejsce przed południem i jak zwykle pierwszym punktem, do którego chcieliśmy dotrzeć była Informacja Turystyczna. Okazało się, że jest czynna dopiero od 15:00 czy nawet 16:00, a my nie mamy noclegu ani żadnego pomysłu jak takowy znaleźć. Nie zrozumcie mnie źle - nie chodzi o brak umiejętności zapytania, kwestia bardziej rozbiła się o wielkość tego miasteczka - szanse na znalezienie czegoś w przystępnej cenie były nikłe. Jak było rzeczywiście - nie sprawdziliśmy. Jest zatem powód, dla którego możemy na ziemie słowackie wrócić. Faktem jest, że coś ewidentnie nas z tej mieściny wypychało, więc dlaczego mielibyśmy sprzeciwiać się intuicji?

Podjęliśmy decyzję, że wracamy do Bratysławy - nie będzie stresu, że trafimy na korki, że nie zdążymy na autobus powrotny itp. Mieliśmy tez zaprzyjaźniony hostel Kyjev, więc w drogę!
Najpierw jednak trzeba było się mocno wyczekać na dworcu autobusowym na jakikolwiek transport do stolicy. Trwało to wieki, choć jak dla mnie, takie doświadczenie wiele uczy - szczególnie cierpliwości i pokory do losu. Dodatkowym bonusem jest zawsze możliwość obejrzenia sobie zupełnie innych twarzy, innej mentalności i zachowań ludzi.
Gdy autobus nadjechał, a ja poprosiłam dwa bilety, kierowca zaczął mnie zniechęcać do zakupu (!). Nie zrozumiałam, co do mnie mówił i dopiero M. wyłapał z kontekstu zdanie, że to autobus okrężny, zahaczający o wszystkie możliwe wsie po drodze, więc jak chcemy jechać, to mamy nie narzekać, że ta podróż będzie długa. Byłam zszokowana tym zachowaniem, ale widać takie tu zwyczaje. Bilety kupiłam i wsiedliśmy do tego krążownika.
Podróż rzeczywiście była ciężka, bo autobus nie był klimatyzowany (szlachcianka ze mnie się zrobiła ;) ), a droga ciągnęła się i ciągnęła w nieskończoność. Jak już wysiedliśmy w Bratysławie mina kierowcy zdała się mówić "A nie mówiłem durne pały?" Co racja, to racja...

A zatem witaj Bratysławo po raz kolejny. Prawie całowałam ziemię, bo marzyłam o prysznicu, położeniu się, wyciągnięciu kości. Droga do hostelu poszła nam wyjątkowo sprawnie i szybko. Zapewne dlatego, że była nam już dobrze znana. Podeszliśmy do lady recepcji i poprosiliśmy o najtańszą dwójkę jaką mają. I nagle poczułam mrowienie w całym ciele, a w głowie zaczęły mi pulsować dwa słowa: 62 Euro.
Myślę sobie: jak to? tyle to my zapłaciliśmy ostatnio za 2 doby w pokoju ze śniadaniem! Co zmieniło się w tym hostelu przez 5 dni? jakiś sezon nastał nowy? o co w ogóle chodzi?
Okazało się, że uprzednia cena wynikała z tego, że mieliśmy rezerwację internetową. Taką oto mają tu politykę. Obecnie cena najtańszej dwójki jest właśnie taka, jaką Pan mi przed chwilą wskazał, oczywiście jest to cena pokoju BEZ śniadania.

Najpierw chcieliśmy "po polsku" zrobić rezerwację internetowo w ich własnym holu, korzystając z komputerów dla gości hotelowych, ale wszystkie były zajęte. Wi-Fi dziwnym trafem nie działało, przy pełnym sygnale, więc M. się wściekł i poszedł do hostelu na dosłownie naprzeciwko. Znalazło się dla nas miejsce w dormitorium - po 20 Euro za osobę. Oszczędność jest, decyzja zapadła. Oto przed sobą mamy pierwsze w życiu doświadczenie spania w sali wieloosobowej.

To był najgorętszy dzień tego wyjazdu - podczas spaceru pożegnalnego zarejestrowaliśmy po 17:00 temperaturę 40 stopni Celsjusza.

Pałac Prezydencki

 Kościół Kapucynów


 Gaszenie pragnienia Kofolą uznaję za wielki luksus :)


A tak wygląda gwałt na starówce - po prawej fragment drogi, która biegnie przez środek starej części miasta oddzielając część zamkową od reszty - spuścizna lat 70`Planowanie przestrzenne nie było wtedy najmocniejszą stroną architektów...

 naddunajsko :)


 ostatni rzut na zamek bratysławski o zachodzie słońca

rzeczny chollout :)



 Niezwykle miło było napić się Staropramena (na odwagę przed nocą) na pokładzie zacumowanego mini-statku i spoglądać na zachód słońca nad Bratysławą.
Po na prawdę spokojnej nocy wśród obcych osób i bardzo sennej podróży Polskim Busem dotarliśmy do Warszawy.

Do widzenia Słowacjo :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz