niedziela, 2 listopada 2008

02.11.2008 :: 22:05 - wpis archiwalny

Jestem uparta, wiadomo :)

Uparłam się i wylądowałam w w Wetlinie kolejny raz w swem żywocie. Żadnego wyjazdu tam nie żałowałam nigdy, nie żałuję i tego :)

Miałam niesamowite szczęście poznać Wetlinę i jej okolice tym razem w klimacie pozasezonowym. Jak dla mnie jest lepiej :)

Dałam upust swojej foto-pasji, aczkolwiek dziś tylko przedsmak tego, co będę wrzucać tu przez czas jakowyś :) Bieszczady nigdy mi się nie znudzą, chociażby ze względu na to, jakie krążą o nich legendy...

Udałam się w Wetlinie w jedno ciekawe miejsce, zwane "wyciągiem".... z którego to jest przepiękny widok na Smerek, Połoninę Wetlińską oraz Hnatowe Berdo. Poniżej wrzut z widokiem na to ostatnie :)

HNATOWE BERDO

 Hnatowe Berdo (1160 m) - jest to ostry,
zasłany głazami i najeżony skalnymi grzędami grzbiet, wykształcający
się z głównego masywu Połoniny Wetlińskiej. Opadające stromo w
kierunku zachodnim i południowym stoki Hnatowego Berda znajdują się
w obrębie piętra połonin. Poniżej występują pojedyncze świerki,
pokrzywione w związku ze specyficznymi i trudnymi warunkami,
wegetacji a na trawiastych zboczach zobaczyć można skupiska lilii
złotogłów.
O Hnatowym Berdzie krążą liczne legendy i podania.
Jedna z nich mówi, że w Wetlinie mieszkał niegdyś potomek ruskich
rycerzy, noszący imię Hnat, który zakochał się w pięknej
dziewczynie. Na przeszkodzie ich małżeństwu stanęli jednakże rodzice
panny. Ukochana Hnata wolała wstąpić do klasztoru, niż poślubić
innego. Los chciał jednak inaczej. W okolicy pojawili się Tatarzy
pustosząc i niszcząc wsie i miasteczka, a ich ludność biorąc w
jasyr. Łupem Tatarów padł także klasztor, w którym przebywała
ukochana Hnata. Od niechybnej śmierci i pohańbienia uratował ją Hnat
w samą porę przyszedłszy na ratunek. Wkrótce Hnat pojął dziewczynę
za żonę i razem zamieszkali w chacie wśród łąk Połoniny. Ich
szczęście nie trwało długo; w jakiś czas potem, gdy Hnat wybrał się
na polowanie, węgierscy rozbójnicy spalili dom a w nim jego żonę. Po
powrocie, kiedy ujrzał na miejscu domu zgliszcza i ślady morderstwa,
zrozpaczony Hnat pognał na koniu aż na grań Połoniny, gdzie z bólu
rzucił się wraz z koniem z wysokiej skały. Od tego czasu nosi ona
nazwę Hnatowego Berda.
 A niebawem ciąg dalszy opowieści o wypadzie w bieszczadzki spokój :)
Pozdrowienia dla stałych bywalców :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz